Przed przeczytaniem tego wpisu radzimy uzbroić się w dużą dawkę cierpliwości i dystansu. Rozdział pisany pod wpływem dziwnej fazy umysłowej autorki. Za wszelkie niedogodności najmocniej przepraszamy.
Ludziowie kochani! To już kolejny miesiąc blogowania za nami. A raczej za mną, ale kto by się w szczegóły zgłębiał...
A co pojawia się raz w miesiącu? Blogowe narzekanie oczywiście. Tak jak w diecie jest tzw. free day, tak w blogowaniu moja seria pozwala mi (w końcu) ponarzekać na wszystko dookoła.
Zapodaje wam linki do wcześniejszych części: część 1 część 2
Nikt nie lubi początkowego pisania w zasadzie o wszystkim i o niczym, dlatego bez dalszych wstępów zapraszam do pierwszej irytacji:
1. Reklamowanie się na czyimś blogu
Bardzo nieładnie, naprawdę. Miałam ostatnio z tym do czynienia i w dodatku na własnym blogasku. Do końca nie rozumiem, czym kierowała się autorka tej reklamy. Ja, gdybym już miała coś takiego robić, to robiłabym to raczej na bardziej popularnych blogach. Mój "maluczki" dużo jej nie dał. Niestety (dla niej) komentarz przechwyciłam i już nie zaśmieca mojego bloga.
2. Współpraca, współpraca współpraca...
Dużo jest w sieci blogów, które współpracują z firmami. I nie ma w tym nic złego, serio. Ale jak widzę posty typu: "Ispiracje Zaful", "Haul Zaful", "Stylizacje Zaful" i tak w kółko raz po raz, gdzie pełno linków i żadnej treści to kaman gerl... coś jest nie tak.
I jak zawsze na koniec pytanie: "Co was ostatnio zirytowało w blogosferze?"


