facebook twitter instagram goodreads
  • Strona Główna
  • Kategorie
    • Literatura kobieca
    • Literatura piękna
    • Literatura młodzieżowa
    • Fantastyka
    • Thriller
    • Inne
  • Kontakt
  • Instagram
  • ByćBeauty

Book Jeden Wie || Blog poświęcony recenzjom literackim

 Ostatnio dużo szumu w Internecie narobiła najnowsza pozycja literatury faktu "W cieniu Everestu" autorstwa Magdy Lassoty. Skuszona sięgnęłam po książkę i co otrzymałam...?


Opis wydawcy:

"„Niektóre kraje mają ropę, Nepal ma Everest”
Wspinacze z całego świata i lokalni przewodnicy. Kobiety i mężczyźni, profesjonaliści i amatorzy. Szukający spełnienia, sławy i pieniędzy, łamiący społeczne konwenanse. Różni ich praktycznie wszystko, a łączy jedno: marzenie o górze. Każdy ma inną historię, każdy pod Everestem znalazł się z innego powodu. Wrócą z różnymi wspomnieniami, wrażeniami, ze szczytem lub bez. A niektórzy zostaną na zboczach góry na zawsze.
Co roku setki wspinaczy przybywają do Nepalu, by podjąć próbę wejścia na najwyższą górę świata. Magda Lassota postanowiła dowiedzieć się, kim są ci ludzie: co ich motywuje, o czym marzą, czego się boją. Dzięki porywającym historiom i niezwykłym fotografiom zabiera nas w świat Everestu, jakiego dotąd nie znaliśmy.
Ta książka to fascynujący reportaż z dwumiesięcznego pobytu w bazie pod Everestem, na wysokości 5364 m n.p.m. To opowieść o everestowskiej gorączce, faktach i mitach, skandalach, kolejkach na szczyt i zwykłej codzienności. Także o tych, bez których to wszystko nie byłoby możliwe: Szerpach, zagranicznych przewodnikach, właścicielach agencji, lekarzach i ratownikach. To przede wszystkim opowieść o ludziach. O życiu i śmierci.
Dowiedz się, czy zdobycie najwyższej góry świata to wciąż spełnianie wielkich marzeń, czy tylko czysty biznes".


Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po rozpoczęciu czytania, było oczywiście wykonanie. Nie od dziś wiadomo, że wydawnictwo SQN wykonuje naprawdę dobrą robotę w tym zakresie. Zdjęcia są ładne, przejrzyste, tekst, który nie męczy wzroku.
Pozytywy jednak pomału się kończą...
O ile na początku byłam zaciekawiona, tak z każdym kolejnym rozdziałem mój entuzjazm powoli nikł.
Jedyną postacią z jaką się zżyłam jest główna bohaterka (autorka) reportażu. Toteż po kilku rozdziałach, kiedy zamiast przeżyć pani Magdy, otrzymywałam poszczególne opisy życia jej towarzyszy, którzy i tak na końcu zlali się w jedno, nie bardzo mnie ciekawiły. Złapałam się nawet na tym, że jedynie przebiegałam po tekście wzrokiem i szukałam kolejnych zdjęć do obejrzenia. Potem otrzymałam porcję wydarzeń historycznych, a w głowie miałam tylko: "Dajcie mi w końcu ten Everest, mam gdzieś kiedy powstał tam szpital polowy!". Niestety na to musiałam długo poczekać. W niektórych momentach czułam wręcz jakbym czytała podręcznik do historii.

Niestety ode mnie jedynie 2 gwiazdki.

 Czasy w jakich przyszło nam się uczyć i pracować nie są łatwe. Sama jestem studentką i zdalne nauczanie całkowicie mija  się dla mnie z celem. Nie jestem typem człowieka, któremu łatwo wysiedzieć osiem godzin dziennie przed komputerem, dlatego wzięłam się za czytanie "Jak pracować zdalnie i nie zwariować" i oto moje przemyślenia...


Opis wydawcy:


"Wolność, Tomku, w swoim domku?

Ta książka powstała w marcu 2020 roku, gdy w związku z epidemią koronawirusa nastąpił lockdown i po raz pierwszy w nowoczesnej historii zostaliśmy masowo zamknięci w domach. Pracowaliśmy i pracujemy dzięki umożliwiającym to narzędziom - telefonom i laptopom z dostępem do sieci. Spodziewaliśmy się większej swobody. Oczekiwaliśmy, że wreszcie będziemy mogli samodzielnie zarządzać czasem i zadaniami, które mamy do wykonania. Prognozowaliśmy, że większy luz, jaki daje możliwość operowania z domu, przełoży się na wyższą efektywność. W przypadku niektórych z nas te przekonania okazały się prawdziwe. Inni - i to przede wszystkim do nich skierowany jest ten poradnik - dowiedzieli się o sobie ciekawej rzeczy. Że choć cenimy swobodę home office, nie do końca potrafimy z niej skorzystać. Bo rodzina za plecami, bo rozpraszacze dookoła, bo lista zadań zawodowych miesza się z listą zadań prywatnych, bo własna psychika nie godzi się na pracę w domu...

Dlatego autorzy tej książki główny nacisk kładą na wyzwania zewnętrzne i wewnętrzne wiążące się z trybem home office oraz psychologiczne aspekty zmiany sposobu wykonywania obowiązków zawodowych. Zaczynają od rzeczy najprostszych, jak organizacja wolnej od rozpraszaczy przestrzeni pracy. Podpowiadają, jak ustalić nowe zasady rodzinne i oddzielić to, co biurowe, od tego, co domowe. Omawiają czynniki, które mogą negatywnie wpłynąć na efektywność pracy zdalnej. Pokazują, jak dbać o higienę psychiczną i dobrostan fizyczny w tej nowej dla wielu z nas sytuacji. Rozbierają na czynniki pierwsze tematy związane ze skutecznością pracy, podają sposoby na wyznaczanie priorytetów i metody pozwalające utrzymać ich hierarchię w trakcie realizacji zadań. Uczą planowania bez zbędnego komplikowania tematu.

Wszystko po to, by termin "praca zdalna" przestał być dla nas synonimem chaosu, a stał się przyczynkiem do zawodowego sukcesu. W cięższych i lżejszych czasach."


Naprawdę za każdym razem, kiedy sięgam po książkę-poradnik mam cichą nadzieję na coś fajnego. Wręcz byłabym przerażona, gdybym musiała czytać nudne formułki motywacyjne, bo to zwyczajnie mija się z celem.

Książka jest podzielona na sześć części: wstęp, cztery rozdziały i zakończenie. 

Muszę przyznać, że po przeczytaniu wstępu i pierwszego rozdziału, nie bardzo byłam zachęcona do dalszego czytania. Na szczęście przemogłam się i nie żałuję. Najbardziej spodobała mi się już druga część dotycząca zorganizowania przestrzeni do pracy. Spodobało mi się, że nie dostajemy w tej części suchych, oklepanych faktów, ale otrzymujemy całkiem nowe spojrzenie na organizację naszej pracy - zaczynając od planowania, a kończąc na koncentracji. 

Zdecydowanie polecam przeczytać "Jak pracować zdalnie i nie zwariować". Także uczniowie i studenci (jak ja) mogą coś z tego wynieść. Także, jeśli myśleliście, że praca lub nauczanie zdalne nie jest dla was, to zapraszam do lektury!




 "Dwór skrzydeł i zguby" to trzecia część serii opowiadającej o losach Feyry, która musi ocalić nie tylko ziemie zamieszkiwane przez ludzi, ale także krainę elfów...




Muszę przyznać, że mimo tego, że druga część podobała mi się dużo bardziej, to "Dwór skrzydeł i zguby" jest naprawdę dobrą książką. Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury, a nawet raz łzy stanęły mi w oczach (ci co czytali, to wiedzą). Byłam niezmiernie ciekawa jak Maas pociągnie wątek Dworu Wiosny i się nie zawiodłam. Dodatkowo w końcu było więcej Dworu Koszmarów, na co czekałam już od ostatniej części. Zakończenie było w punkt, chociaż muszę przyznać, że nie byłabym zła, gdyby było inne. Wydaje mi się, że wtedy nie byłoby takie przesłodzone. 



Jedyne co mi nie pasowało to wątek ojca Feyry, Nesty i Elain, który wyskoczył tak "ni z gruszki ni z pietruszki" i jak szybko się rozpoczął tak szybko się zakończył. Czemu? To nie było w ogóle potrzebne i jak dla mnie, rzucone na siłę.
Tak jak przy poprzednich częściach "Dwór skrzydeł i zguby" czytało mi się przyjemnie i choć to niezły grubasek, skończyłam go w trzy dni. 

Mogę śmiało stwierdzić, że seria "Dworów..." zalicza się do moich ulubieńców i polecam ją z całego serca!

Kiedy tylko zobaczyłam tę książkę wiedziałam, że ją przeczytam. Od zawsze intrygowały mnie nierozwiązane zagadki przeszłości. Historia z Przełęczy Diatłowa już wcześniej obiła mi się o uszy, więc to tylko potęgowało moją ciekawość.

Opis wydawcy:

W lutym 1959 roku w górach Ural doszło do tragedii. Grupa młodych, doświadczonych turystów zginęła w miejscu zwanym Martwą Górą. Ekspedycja ratunkowa, która przybyła tam niespełna dwa tygodnie później, znalazła opuszczone obozowisko. Uszkodzony namiot, ślady na śniegu, porozrzucane rzeczy osobiste turystów wyglądały osobliwie. Tajemnicy śmierci dziewięciorga młodych ludzi nie udało się wyjaśnić nawet po odnalezieniu ich ciał. Do rozwiązania nie przybliżały kolejne dowody: znalezione buty, napromieniowana odzież czy dziwne zdjęcie zrobione przez jedną z ofiar. Upływały lata, pojawiały się coraz to nowsze teorie i spekulacje, jednak okoliczności tej dziwnej tragedii pozostawały niewyjaśnione przez całe dekady.

Ta trzymająca w napięciu książka powstała dzięki uporowi autora, który odważył się podjąć własne śledztwo. Przeanalizował dzienniki turystów i ich zdjęcia, dotarł do trudno dostępnych rosyjskich dokumentów rządowych, zebrał dziesiątki wywiadów i przeprowadził własne dochodzenie w miejscu tragedii. Efektem jest całkowicie odmienne spojrzenie na tajemnicę Martwej Góry. Powstał fascynujący portret młodych poszukiwaczy przygód, umiejętnie przeplatany wątkami działań ówczesnych śledczych i wysuwanych w tamtych latach hipotez. Stopniowo wyłania się dramatyczna, prawdziwa historia zdarzeń, które miały miejsce pewnej lutowej, zimnej, skrajnie nieprzyjaznej nocy w rosyjskiej dziczy...



Autor przeplatał dwie linie czasowe - teraźniejszą i tę z czasu, kiedy grupa studentów wyruszyła na wyprawę w góry. Muszę przyznać, że historię czytałam z zapartym tchem i nie mogąc się od niej oderwać, skończyłam ją po jednym (niecałym) dniu od rozpoczęcia czytania. 
Autor starał się jak najdokładniej odtworzyć przebieg trasy spisując relacje ludzi, którzy mieli styczność z podróżującymi studentami, wertując dokumenty ze śledztwa i samemu odbywając trasę, jaką przebyli. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej chciałam więcej, chociaż wiedziałam co będzie dalej - wszyscy zginą. Tylko... jak? 
Wytłumaczenie było w zasięgu ręki, a jednocześnie naprawdę mnie zdziwiło. Fakt, że tezę autora co do przebiegu wydarzeń i przyczyny śmierci studentów potwierdził jeden z najlepszych naukowców, dodatkowo każe mi wierzyć w rozwiązanie, jakie przytoczył autor "Martwej góry". 
Jedna z najlepszych książek z kategorii literatura faktu jakie miałam okazję przeczytać. 
Dostaje ode mnie oczywiście 5/5 gwiazdek!
"Dwór mgieł i furii" to kontynuacja "Dworu cierni i róż", czyli przygód Feyry, która trafiła do świata elfów. 





(Uprzedzam o możliwych spoilerach w opisie, jeśli nie przeczytaliście pierwszej części!)


Opis wydawcy:


"Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.

Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeńtwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?

Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie."



Od razu zaspoileruję wam całą moją recenzję - ta książka jest jedną z moich ulubionych. Po prostu kocham tą część. 




Bardzo mi się podoba jak Sarah J Maas poprowadziła fabułę. Nie spodziewałam się takich rewelacji, bo po pierwszej części nic na nie nie wskazywało. (PS. Nigdy tak naprawdę nie lubiłam Tamlina)
Do języka i całego stylu pisania nie mogę się przyczepić - tak jak w poprzedniej części jest przyjemny i sprawia, że lektura idzie gładko.
Cieszę się też, że Feyra w końcu zrobiła się niezależną i silną kobietą, a Rhysand to po prostu cudo. Już nie wspominając o dworze nocy! Nie wiem co mogłabym napisać, żeby ta recenzja to nie był jeden wielki zachwyt. 
Zakończenie sprawia, że mamy ochotę już zaraz sięgnąć po kolejną część, bo "heloł" co tam się odwaliło...

Książka dostaje ode mnie 5/5 gwiazdek!
Krzyżówki angielskie to dla mnie zupełnie coś nowego. Nie myślałam, że przyjdzie mi pewnego dnia jakąś recenzować, ale oto jestem. 






Opis wydawcy:


"By angielskie dać rzeczy słowo...

...należy je najpierw poznać. Idealnie, jeżeli nie tylko znamy i rozumiemy samo słowo, ale także potrafimy podać jego definicję. Wówczas, nawet jeśli umknie nam wyraz lub nasi rozmówcy nie pojmą, co mamy na myśli, będziemy mogli go rozwinąć w kilku innych słowach - i na pewno się zrozumiemy. Czy słowo i jego krótka, zwięzła definicja nie kojarzy się przypadkiem z pewną rozrywką umysłową, do której uprawiania należy uzbroić się w ołówek lub długopis, by następnie tym narzędziem wypełniać kratki odpowiednimi literami?

Krzyżówka, bo o niej mowa, jest idealną łamigłówką dla tych, którzy uczą się języka obcego. Nie tylko pomaga przyswoić nowe słownictwo, lecz także pozwala stworzyć - na własny użytek - definicję każdego opanowywanego wyrazu. Dzięki temu nauka języka staje się bardziej emocjonująca, przyjemniejsza, a przez to efektywniejsza - słówka, które stanowią rozwiązanie krzyżówki, zapamiętuje się szybciej i na dłużej.

Chcesz się sprawdzić i pobawić językiem Szekspira? Zatem przygotuj coś do pisania, otwórz książkę - i zaczynamy!"


Moje krzyżówki były dostosowane do poziomu B1-B2. Można było także wybrać opcję dla początkujących A1-A2. 

Zdziwiłam się, jak wielu słówek nie znałam! Mimo, że poziom B2 mam opanowany w bardzo dobrym stopniu, to nauczyłam się naprawdę dużo. Dodatkowo możemy dowiedzieć się trochę o Anglii i kulturze angielskiej przy rozwiązywaniu  krzyżówek. Dużo haseł dotyczy np. przysłów czy autorów angielskich. 

Każda krzyżówka dotyczy konkretnego działu, więc np. w jednej krzyżówce znajdziemy słownictwo dotyczące ciała ludzkiego, a w innej - roślin. 

Krzyżówki to bardzo dobry sposób na podszlifowanie słownictwa, nie męcząc się przy tym i nie wkuwając na siłę.

"Berło ziemi", czyli zbliżająca się premiera od Wydawnictwa Uroboros zaskoczyła mnie w kilku kwestiach. Jakich? 




Opis wydawcy:

"Shalia jest dumną córką pustyni. Po latach niszczycielskiej wojny z sąsiednim królestwem jej lud desperacko pragnie końca konfliktu, który pochłonął życie tak wielu osób. Pragnąc wymienić wolność na bezpieczeństwo, Shalia zostaje królową Krain Kości kraju, w którym magia jest zakazana, a Żywioły – ludzie kontrolujący ziemię, powietrze, ogień i wodę – są traktowani jak zdrajcy.


Wkrótce dowiaduje się, że jedynym pragnieniem jej męża, Calixa, jest zniszczenie Żywiołów.


Jeszcze przed swoją koronacją Shalia odkrywa, że ma moc nad ziemią. Uwięziona między irracjonalną nienawiścią męża do Żywiołów a niebezpiecznym buntem prowadzonym przez własnego brata, Shalia musi wykorzystać swoją moc i dokonać niemożliwego wyboru: ocalić swoją rodzinę, ocalić Żywioły lub ocalić siebie."


Jak możemy przeczytać wyżej główną bohaterką jest Shalia, która dla dobra swojej rodziny i swoich ludzi zgadza się na aranżowane małżeństwo z królem Krain Kości. Jednak utrzymanie pokoju nie jest takie proste, kiedy jednym z buntowników, którzy atakują Koronę jest własny brat.
Sprawy komplikują się, kiedy Shalia odkrywa u siebie moc, którą jej nowy mąż gardzi i chce zniszczyć...

Co w pierwszej kolejności chcę zaznaczyć? Nie mamy tutaj typowego trójkąta miłosnego! Znaczy jest, ale tak jakby nie jest... Czy to ma sens?
Dużym plusem w całej tej historii jest zobrazowanie postaci głównej bohaterki. Na początku muszę przyznać, że mnie irytowała jej naiwność i niezdecydowanie, ale na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem Shalia stawała się coraz bardziej zdecydowaną kobietą. 
Kolejny plus to sposób, w jaki ukazana została toksyczna relacja. Nie napiszę kogo z kim (bo ekhem... ekhem... spoilery), ale to naprawdę nie zostało przesadzone. Widać było niepewność jednej strony związku, czepianie się nadziei na poprawę. Z drugiej strony mogliśmy zobaczyć, jak ta druga osoba usprawiedliwiała swoje działania, maskowała prawdziwą stronę, a następnie ciąg wydarzeń się powtarzał. 


Co do samego wątku miłosnego, to nie mam do nich żadnych pozytywnych ani negatywnych uczuć. Jest, ale gdyby go nie było, to nie zrobiłoby mi to żadnej różnicy. 
Końcówka mnie dosłownie rozwaliła. Czytałam i nie wierzyłam w to co widzę. 


Sam język jest przyjemny. 450 stron przeczytałam w trzy dni, co jest dobrym wynikiem i pokazuje jak bardzo wciągnęła mnie ta historia. 

Gdyby nie ten nieszczęsny wątek miłosny, to "Berło ziemi" otrzymałoby 5/5 gwiazdek i trafiłoby do Polecajek Book Jeden Wie. 
Mimo wszystko książka dostaje 4,5/5 gwiazdek!

 "Szklany tron" to już chyba wszystkim znana (chociażby ze słyszenia) seria słynnej Sarah J Maas. Jak moje wrażenia?




Opis wydawcy:




"Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy.


To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.


Pod okiem wymagającego dowódcy straży rozpoczyna przygotowania do starcia z najgroźniejszymi osobnikami królestwa. Wkrótce jednak pojawiają się komplikacje: ginie jeden z uczestników turnieju, a niedługo potem podobny los spotyka innego rywala młodej zabójczyni. Czy Celaena zdoła dowiedzieć się, kto stoi za tajemniczymi zabójstwami? Czasu jest coraz mniej, a dziewczyna musi mieć się na baczności – zabójca może obrać za kolejny cel właśnie ją. Śledztwo doprowadzi do odkryć, których nigdy by się nie spodziewała."


Jak zawsze w ostatnim czasie zaczynam od jednej kwestii - tak, mamy tutaj trójkąt miłosny. Nie ma się czemu dziwić, książka powstała w 2012 roku, a wtedy to było "na czasie".

Przejdźmy jednak do recenzji...

Caelena rozpoczyna walkę na śmierć i życie w celu odzyskania wolności. Oczywiście to byłoby zbyt proste, gdyby do walki nie wtrąciły się mroczne siły...

Po kultowej już serii spodziewałam się dużo. Nie zawiodłam się. Mamy tu walkę, krew, pot i łzy. "Szklany tron" mnie nie zanudził. W zasadzie cały czas coś się działo - jakiś atak, kolejna próba, dworskie intrygi, melancholijne chwile, itd.

Kolej na mój ulubiony temat, czyli wątek miłosny (ekhem... ekhem...). Od razu daję znać, że jestem #TeamDorian, a Chaol to tak irytująca postać, że o jeju. Jestem ogromnie wdzięczna autorce, że nie zrobiła z tego melodramatu i historia miłosna głównej bohaterki jest tylko tłem do prawdziwej fabuły "Szklanego tronu". 

Czyta się szybko, chociaż trzeba przyznać, że nie jest to książka gruba. Język jest przyjemny, nie mogę się raczej do niczego przyczepić. 

Dopiero po przeczytaniu "Szklanego tronu" zauważyłam, że wcześniej powinnam przeczytać opowiadania. Zasięgnęłam opinii i okazało się, że będą one miały znaczenie w kolejnych częściach serii. Także ja zabieram się za czytanie, chociażby po to, żeby dowiedzieć się co się stało z biednym Samem.

Książka dostaje ode mnie mocne 4/5 gwiazdek!

 Kolejna książka z cyklu "Owoce pożądania" już za mną.





Opis wydawcy:


"Przyznaję – spieprzyłam sprawę. Pierwszy błąd: poprosiłam Pete’a Barnidge’a o pracę. Drugi błąd: zaakceptowałam jego ofertę, zamiast odrzucić ją na samym początku. Trzeci błąd: to, że podczas rozmowy o pracę ukryłam przed nim ten jedyny okruch, który w całej mojej historyjce był prawdziwy... Peter Barnidge… Od czego mam zacząć? Może od tego, że odkąd pracuje dla pana Bestsellerowego Autora, jego nazwisko funkcjonuje w moim słowniku jako przekleństwo. Uderzyłam się w palec? Barnidge jasny! Przekroczyłam stan konta? A niech to Barnidge! Kiedy zrozumiałam, że zakochałam się w swoim szefie? Co do Barnidge’a?! Byłoby łatwiej, gdybym go nienawidziła… Zwłaszcza, że jest atrakcyjny w ten „zły“ sposób. Jest niesamowicie gorący, ale mroczny. Tak pociągający, że za każdym razem, gdy na niego spojrzę, muszę się przeżegnać, bo jego widok wywołuje u mnie grzeszne myśli. Skoro mowa o grzechach… Skłamałam na rozmowie o pracę. Ale jestem samotną matką i zrobię wszystko dla mojej córki, nawet będę utrzymywać ten mały sekret. Niestety małe sekrety mają tendencję do rośnięcia z upływem czasu… Zwłaszcza w okolicy Broni Masowego Uwodzenia."


Niestety nie przebiła Jej wisienek, ale nadal jest to przyjemna książka. Chyba nikt nie przebije Williama. Szybko się ją czyta, fajny styl pisania i zabawna historia. Idealny przerywnik między cięższymi lekturami. Ja sięgnęłam po nią w przerwie od fantastyki.

Seria "Owoce pożądania" ciągle mnie zadziwia. Po trochę nieudanym początku z "Jego babeczką", przyszła kolej na bardzo dobry tytuł - "Jego banan", a następnie genialne "Jej wisienki". 
Jest to chyba jedyna seria, która rzeczywiście mnie bawi swoim humorem i nie mam uczucia, że coś jest wciskane na siłę. 

Niedługo zabiorę się za "Jego przesyłkę" oraz "Jej ogródek".

"Jej sekret" dostaje ode mnie 4/5 ⭐

Po prostu o emocjach przyciągnęło moją uwagę opisem. Na początku, gdy książka do mnie przyszła trochę się przeraziłam bo środek z tabelkami i podpunktami łudząco przypominał mi podręczniki szkolne. Nie było jednak źle.





Opis wydawcy:


"Żyjemy w kulturze, w której ujawnianie własnych odczuć jest z jakiegoś powodu źle widziane. Zaczyna się już w dzieciństwie, kiedy dziewczynkom nie wypada się złościć, a chłopcy nie powinni płakać. Potem idziemy do szkoły, gdzie nagradza się za zdolności umysłowe, za okazywanie emocji zaś wpisuje uwagi do dzienniczka. Potem jest tylko gorzej. Zdenerwowane kobiety określamy mianem histeryczek, spanikowanym mężczyznom radzimy, by "zjedli snickersa". Mamy być profesjonalnie uśmiechnięci i opanowani. Zawsze i w każdej sytuacji.

Tyle że emocje stanowią naturalny element ludzkiego wyposażenia. Każdy z nas - o ile nie jest psychopatą - odczuwa radość, smutek, gniew, strach. I wbrew temu, co wmawia nam świat, tak właśnie powinno być. Blokowanie swoich emocji, w czym trenujemy się od wczesnego dzieciństwa, jest szkodliwe dla psychiki. Jeśli wyłączamy emocje, tracimy dostęp do nas samych i chorujemy. Świat opanowuje epidemia problemów psychicznych - zestresowania, wypalenia, depresji... By im zapobiec, trzeba zrozumieć, co się naprawdę czuje, nazwać własne emocje, pozwolić sobie je odczuwać i nauczyć się na nowo z nimi żyć.

Po prostu!"



Z początku nie wiedziałam nawet co mam napisać o tej książce. Słowo książka jakoś mi tutaj nie pasuje. Jest to bardziej wiedza w pigułce, encyklopedia o emocjach. 

"Po prostu o emocjach" jest podzielone na siedem rozdziałów - każdy poświęcony innemu zagadnieniu. Dodatkowo na samym końcu znajdziemy dodatkowe załączniki, które są tak jakby podsumowaniem całej książki. 

Najbardziej zaciekawił mnie chyba rozdział o mediach społecznościowych. Wiadomo - towarzyszą nam one każdego dnia i mają na nas wpływ. Nawet jeśli się staramy, to i tak wywołują one w nas jakieś emocje. Jakie? O tym możecie przeczytać w książce!

Sama książka napisana jest prostym językiem. Nie mamy tu wrażenia, ze czytamy książkę naukową, gdzie co drugie słowo jest dla nas jakby napisane po łacinie. Na początku te wszystkie tabelki mnie przerażały, ale to nic złego. Pomogły mi one w zrozumieniu niektórych rzeczy.


Czy polecam? Jeśli tylko lubisz książki psychologiczne to jak najbardziej! 

 Seria "Czarny mag" kandyduje do roli #polecajkiBookJedenWie!




(UWAGA - jeśli nie czytałeś poprzednich tomów, nie czytaj opisu. Zawiera SPOILERY)

Opis wydawcy:

Dwudziestoletnia Ryiah jest czarną maginią frakcji bojowej, ale nie jest Czarnym Magiem. Jeszcze. Niemal od zawsze pragnęła zdobyć legendarną szatę, jednak tylko tego jednego roku będzie mogła wziąć udział w prestiżowym – i jedynym w swoim rodzaju – turnieju dla magów… Szkoda, że będzie musiała wystąpić przeciwko pewnemu księciu – temu, którego dotąd jeszcze nigdy nie pokonała. Nabór kandydatów wreszcie nadchodzi. Zwycięzca otrzymuje szaty, ale w królestwie czyha coś mrocznego. Wrogie królestwa otaczają ojczyznę Ryiah. Pora zawrzeć sojusz. Niestety dla Ryiah to dopiero początek. Bo największy wróg mieszka w samym pałacu.


Jestem już po trzecim tomie i nadal nie mogę wyjść z podziwu jaki świat stworzyła Rachel E. Carter.
W "Kandydatce" nasza główna bohaterka przygotowuje się do najważniejszych zawodów w jej życiu - do walki o tytuł Czarnego Maga. Tym razem będzie musiała zmierzyć się z kimś, kogo nigdy wcześniej nie pokonała, z Darren'em. Czy jej się uda?




Jeśli chodzi o styl pisania to nadal jestem oczarowana. Odsyłam do wcześniejszych recenzji dwóch pierwszych tomów, jeśli chcecie o tym więcej poczytać.
W tomie trzecim doszło nam więcej elementów politycznych. Ryiah chcąc nie chcąc dowiaduje się o nowych zatargach, co będzie kluczowe w nadchodzącej wojnie. Ale kto jest prawdziwym wrogiem?
Bardzo cieszę się z zakończenia, jakie autorka postanowiła napisać. Nie jest to nic przewidywalnego i daje dużo możliwości do kolejnego tomu. Czekam z niecierpliwością.



Książka dostaje ode mnie 5/5 gwiazdek!

 "Większość z nas, zabieganych, w głębi duszy pragnie spokoju"



Kto z nas się z tym nie zgodzi? "Slow life w wielkim mieście" od razu przyciągnęło moją uwagę. Okładka jest minimalistyczna, ale to opis prawdziwie zachęca żeby sięgnąć po tę lekturę. 


Opis wydawcy:


"My, ludzie XXI wieku funkcjonujemy w zabieganym świecie. Wmówiono nam, że szybciej, dalej i więcej są synonimami słowa "lepiej". Że musimy tylko trochę więcej pracować, szybciej się przemieszczać i komunikować, sięgać planami dalej niż do przyszłego tygodnia, a staniemy się... Jacy? Właśnie - jacy się staniemy, jeśli będziemy tak ciągle gnać i gonić niedoścignione ideały? Bardziej spełnieni? Bardziej godni podziwu? Szczęśliwsi? Może ten i ów czerpie prawdziwą przyjemność z nieustannego biegu, ale prawda jest taka, że tacy ludzie to wyjątki.

(...)

Chcemy się zatrzymać. Chcemy opuścić chomicze kółeczko, stanąć choć na moment pewnie na własnych nogach, wciągnąć w płuca świeże powietrze, zamknąć oczy i poczuć, jak przepływa przez nas energia. Chcemy, by wystarczyło nam to, co mamy, albo nawet i mniej. Pragniemy pozbyć się nadmiaru obowiązków, przedmiotów oraz dążeń, bo czujemy, że "szybciej, dalej i więcej" nas przytłacza. Marzymy o tym, by się od nich uwolnić, tylko nie zawsze wiemy jak. Lektura Slow life w wielkim mieście nie zmieni oczywiście Twojego życia od razu, ponieważ wszystko co dobre i wartościowe wymaga czasu. Autorka liczy jednak na to, że jej książka pomoże Ci odnaleźć spokój i własną slow ścieżkę. Także w wielkim mieście."



Co znajdziemy w środku?

~ Dwanaście tematycznych rozdziałów.

~ Miejsce na nasze przemyślenia.

~ Estetyczne ilustracje.

~ Ćwiczenia wyciszające.


Jak moje wrażenia po przeczytaniu książki? 

Jednym z moich ulubionych rozdziałów to ten o slow fashion i slow beauty. Uświadamia on, że nie potrzebujemy kupować rzeczy tylko dlatego, że akurat są one na promocji i "się opłaca". W rzeczywistości jednak nie używamy tego, bo zwyczajnie nie są one nam potrzebne. 

Złapałam się na tym, że z każdym przeczytanym rozdziałem analizowałam co mogę poprawić. I wiecie co? Trochę tego jest. Może nie wszystko na raz, ale powoli, krok po kroku...


Książka napisana została prostym, fajnym językiem, co sprawia, że czyta się ją "na raz". Serdecznie polecam!

Otrzymuje ode mnie mocne 4/5 gwiazdek! 

 Niedawno w moje ręce wpadł "Dziennik dobrego życia". Nazwa niby niepozorna, a jednak przyciągnęła moją uwagę. Jak moje wrażenia?


Pierwszy plus to zdecydowanie okładka. Prosta, spokojna, stonowana. Nie od razu przyciąga wzrok, ale nie męczy po dłuższym używaniu, a po to właśnie kupujemy planner - żeby planować długoterminowo. 


Drugi plus to teksty w środku. Nie jest ich za dużo, przez co nie dodają niepotrzebnej objętości dziennikowi. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby przeczytać wszystkie "rady" od początku do końca. Zazwyczaj mam tak (i zapewne większość ludzi też), że tylko przelatuję tekst wzrokiem i przechodzę do właściwej części planneru. W tym przypadku tak nie było. 


I najważniejsze: część do planowania. 

Na początku mamy kalendarz na cały miesiąc na jednej stronie. Fajny element, gdzie możemy zaznaczać ważniejsze wydarzenia. Świetnym rozwiązaniem jest też to, że sami uzupełniamy dni miesiąca, więc sami decydujemy kiedy zaczynami pracę z Dziennikiem. W moim przypadku był to początek sierpnia i tak też uzupełniłam pierwsze strony. 



Następnie przechodzimy do części bardziej szczegółowej. Tu również sami uzupełniamy poszczególne dni w tygodniu. Dwie strony przypadają na jeden tydzień, w tym jest miejsce na notatki typu: "Dobre rzeczy, które mnie spotkały" czy "Zasługuję na odpoczynek, ponieważ". 

Po każdych czterech tygodniach zostało wydzielone miejsce na Tablicę marzeń, w której możemy wyżyć się artystycznie oraz notatki. 



Każdy miesiąc to jeden rozdział. Każdy z innym tytułem, który ma odzwierciedlać najważniejsze cechy, nad którymi powinniśmy nieustannie pracować. Nie możemy zapomnieć o świetnej oprawie graficznej. Wykonanie jak najbardziej na plus!


Czy polecam pracę z Dziennikiem dobrego życia? Jak najbardziej. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych plannerów na rynku.



Ostatnio postanowiłam ułożyć dla siebie tbr, taki "must have" książek, które chciałabym przeczytać do końca roku 2020. Nie będzie tego dużo, ale zdecydowałam, że liczba 25 jest optymalna i możliwa do osiągnięcia w ciągu tych sześciu miesięcy.
W zestawieniu nie znajdą się jedynie nowości i premiery, ale też książki starsze, które chciałabym przeczytać. Do zestawienia nie wliczam książek, które zostaną przeze mnie przeczytane spontanicznie lub będą czytane pomiędzy tymi lekturami (umówmy się - do końca roku przeczytam więcej niż te piętnaście książek...).

Przejdźmy do mojego zestawienia:


  1. Szóstka wron
  2. King of scars
  3. A very large expanse of sea
  4. Daisy Jones & the six
  5. Vicious
  6. Loveless
  7. With the Fire on High / Na ostrym ogniu
  8. Mechaniczny anioł
  9. Tajemna historia
  10. Wierzyliśmy jak nikt
  11. Missoula
  12. Małe kobietki
  13. Szczygieł
  14. Biała chryzantema
  15. Przeminęło z wiatrem
  16. Cień wiatru
  17. Czas żniw
  18. Szklany klosz
  19. Zakon drzewa pomarańczy
  20. Małe życie
  21. Słowik
  22. Red, white & royal blue
  23. Amerykańscy bogowie
  24. Crescent City (w oryginale)
  25. Współlokatorzy

Jakie książki wy macie w planach?
"Niegrzeczny idol" opowiada o losach Lobby, która na swoim trawniku spotyka pijanego mężczyznę. Tak zaczyna się historia miłosna...





Opis wydawcy:


Ona – zwykła dziewczyna. Domatorka, wręcz outsiderka, o przeciętnej urodzie, długich, prostych włosach w kolorze mokrego piasku. On – facet o powierzchowności herosa i boskiej arogancji. Wokalista i gitarzysta jednego z najpopularniejszych na świecie zespołów rockowych, który wiedzie życie jak w cudownym śnie. Nieziemsko przystojny, czarujący, seksowny i… perwersyjny. Na pierwszy rzut oka różni ich dosłownie wszystko. Łączy? Muzyka i niewytłumaczalna chemia.


Niczym w kinowym hicie Narodziny gwiazdy wspólna trasa koncertowa daje początek miłości pełnej namiętności i pożądania. Miłości bożyszcza tłumów Killiana do Libby – zwykłej dziewczyny z sąsiedztwa, która okazała się bardziej uzależniająca niż wszystkie fanki świata.






Gdy przymierzałam się do przeczytania tej książki miałam obawy, że okaże się kolejną do bólu przewidywalną historią gdzie szara myszka zaczyna zadawać się z pewnym siebie "bed bojem".
Jednak pozytywnie się zaskoczyłam. Świetnie bawiłam się czytając "Niegrzecznego idola". Nie nudziłam się ani trochę.


Libby nie okazała się kolejną mdłą postacią, która tylko wzdycha do popularnego gitarzysty. Każda z postaci była wykreowana tak, że miała w sobie "to coś" co nadawało jej realizmu. 
Czy dziewczynie uda się zatrzymać idola, skoro cały świat chce jej go odebrać?



Książka napisana jest bardzo przyjemnym językiem, czyta się ją szybko i można nieźle przy niej ubawić. Autorka dość szybko prowadzi akcję, a mimo to nie czujemy przy tym przesytu. 
W dodatku prolog rozpoczyna się w takim momencie, że z początku miałam wrażenie, że ta historia będzie miała zupełnie inne zakończenie. 


Czy polecam wam tę książkę? Tak, tak i jeszcze raz TAK!
Literatura faktu to typ książek, który jest trudny do recenzowania. Nie możemy tu oceniać samej historii, ale przede wszystkim sam styl jej przedstawienia. 



Do przeczytania "Krwawego buntu" zachęcił mnie przede wszystkim opis:

9 września 1971 roku niemal 1300 osadzonych w zakładzie karnym Attica zdecydowało się głośno zaprotestować przeciwko nieludzkim warunkom odbywania kary i wieloletnim nadużyciom, jakich dopuszczała się administracja więzienia. Zdesperowani skazani wzięli zakładników i rozpoczęli pertraktacje. Negocjowali dzień i noc, jednak władze wykluczyły jakikolwiek kompromis. Już 13 września wysłano uzbrojone patrole, aby odbiły zakład karny siłą. Zabito niemal 40 osób, zginęli więźniowie i zakładnicy, ale na tej rzezi sprawa się nie zakończyła. Kolejne miesiące trwała brutalna zemsta mundurowych na osadzonych, a próby dochodzenia sprawiedliwości przed różnymi sądami ciągnęły się blisko cztery dekady.




Prawda jednak nie zatriumfowała. Zarzuty postawiono wyłącznie więźniom. Żaden z urzędników odpowiedzialnych za tragiczny w skutkach szturm na zakład czy zaniedbania wobec ocalałych i rodzin zabitych nie został postawiony w stan oskarżenia, a większość z ważniejszych dokumentów powiązanych ze sprawą została utajniona przez rząd. O tym największym buncie w historii amerykańskiego więziennictwa przez kilkadziesiąt lat niewiele było wiadomo.



Ta pasjonująca książka powstała dzięki trwającym ponad dekadę wnikliwym badaniom, a także potężnej determinacji i uporowi autorki. Oddaje głos wszystkim zaangażowanym w sprawę buntu w więzieniu Attica, również tym, którym prawa głosu odmówiono, gdyż dla stróżów prawa ważniejsze okazało się zapewnienie ochrony politykom. Ukrywanie prawdy przed opinią publiczną sprawiło, że historia buntu w Attice do dziś jest pasmem niedomówień, krzywd i politycznych rozgrywek.



Ta zapierająca dech publikacja odkrywa mroczne tajemnice, a najstraszniejsze w niej jest to, że opowiada o wydarzeniach, które rozegrały się naprawdę.




Historia w książce jest napisana na pewno bardzo szczegółowo. Dzięki temu nie poznajemy tylko suchych faktów, ale też nawet drobne wydarzenia, które miały wpływ na rozwój historii. 
Rozumiem dlaczego "Krwawy bunt" dostał Pulitzera i jest to w pełni zasłużona nagroda.  Dodatkowym plusem są zamieszone w środku zdjęcia. 

Książka opowiada wstrząsającą historię buntu więźniów w Attice. Z zapartym tchem czytałam o tej masakrze. Muszę przyznać, że niejednokrotnie miałam łzy w oczach. To co tam miało miejsce to prawdziwy koszmar.
Mały minusik to fakt, że czasami byłam już znudzona szczegółowymi opisami, wracaniem do danych tematów, zatrzymywaniem opisu wydarzeń lub zmianą miejsca akcji. Nie było to częste zjawisko, ale jednak. Mimo to, książka zdecydowanie jest warta polecenia i przeczytania.


Ostatnia książka autorstwa Penelope Ward, którą miałam okazję przeczytać nie przypadła mi za bardzo do gustu. Nie było bardzo źle, ale nie był to najlepszy romans jaki miałam okazję czytać. Jak było tym razem?




Opis wydawcy:


"Rok temu Heather Chadwick miała jeszcze naście lat i sporo planów na przyszłość. Niestety, wszystko się zmieniło. I to na gorsze. Jej ukochany zdradził ją przy pierwszej lepszej okazji, a starsza siostra Opal popełniła samobójstwo. Dodatkowo stan zdrowia matki poważnie się pogorszył i zamiast wyjechać na studia, dziewczyna musiała zostać w domu, by zapewnić rodzicielce odpowiednią opiekę. Wszystko wokół Chadwick stało się rutynowe i przewidywalne. Ledwo dwudziestoletnia dziewczyna wpadła w wir męczących obowiązków. Wydawało się, że swoje najlepsze lata spędzi przy łóżku rodzicielki. Inny scenariusz nie wchodził w grę.


Noah Cavallari fascynował ją od samego początku. Przyjechał do miasta na lato, by odpocząć. Zdaniem dziewczyny wyglądał idealnie, a do tego był silny, męski i opiekuńczy. Niestety, poza przyjaźnią nie zamierzał zaoferować Heather niczego więcej. Może dlatego, że był kilkanaście lat starszy, a może z powodu prześladującej go przeszłości. Niezależnie od tego, gdzie przebywał i jak ciężko pracował, wciąż nie mógł odnaleźć spokoju. Nie chciał miłości dziewczyny, choć jej piękno i dobroć wywarły na nim ogromne wrażenie. Bo przecież gdy lato się skończy, będzie musiał wyjechać...


Z kart tej książki przeczytasz przepiękną historię o uczuciu rodzącym się z przyjaźni i nieśmiałej fascynacji. Przekonasz się, jak piękna jest bliskość i porozumienie dusz, dzięki którym każdy dzień nabiera blasku. Zrozumiesz, jak trudna bywa odpowiedzialność i poświęcenie, gdy trzeba dokonać wyboru. Zakochać się u progu lata jest łatwo, ale czy ta miłość ma szansę, by dotrwać do jesieni?
Co zrobisz, gdy lato się skończy?"

______________________________________________________________

Muszę przyznać, że zawiodłam się i to bardzo. Już wiem, że nie polubię się już z tą autorką i niestety nie sięgnę po żadną z jej książek. 
Główna bohaterka niesamowicie mnie irytowała. Swoim zachowaniem dowodziła swojej naiwności, a jej postępowanie bardziej pasowało do napalonej nastolatki niż młodej kobiety. Pomijając już to, jak biegała w samym stroju kąpielowym za prawie obcym gościem, zapraszała go wieczorem do domu i wtrącała się ciągle w nie swoje sprawy, to mieliśmy zaserwowaną na dokładkę niestabilną psychicznie matkę, która (UWAGA) groziła, że się zabije, jeśli jej córka ucieknie z tym OBCYM facetem. Nawiasem mówiąc, byli oni wtedy ledwie po dwóch rozmowach.

Dochodzę do wniosku, że gdyby nie Heather, to ta książka mogłaby być nawet niezła. Bardzo polubiłam się z Noah, który (przez większość czasu) zachowywał zdrowy rozsądek. Nawet po części mu kibicowałam, kiedy starał się odpędzić od siebie główną bohaterkę. 

Cała historia zdawała mi się nierealna, kiedy na drugim spotkaniu, Heather zaczęła się zwierzać ze swoich problemów, problemów matki, już przy kolejnym z samobójstwa siostry. A ja miałam ochotę tylko krzyknąć: "Ogarnij się, dziewczyno! Mówisz to obcemu facetowi!". 
Z drugiej strony ten natłok problemów: depresja matki, samobójstwo siostry, krytykujący ojciec, uwiązanie w jednym miejscu, nieudane małżeństwo... Z każdą kolejną stronę łapałam się za głowę i zastanawiałam się, czy to z tą książką jest coś nie tak, czy jednak ze mną.

Niestety nie jest to lektura dla mnie, a książka zapewne poszuka innego domu.
"Gdy skończy się sierpień" dostaje ode mnie 1/5 gwiazdek.

Trzy dziewczynki zaginęły. Jedna wróciła. Opowieść się rozpoczyna...



Fabuły książki "Była sobie rzeka" nie da się tak po prostu wytłumaczyć. Można powiedzieć, że to historia dziewczynki znalezionej w rzece, ale nie byłaby to do końca prawda. Bo za tym wszystkim stoi coś więcej. Opowieść o matczynej miłości, o rodzinie, o strachu i chciwości. 
Nie jest to książka na jeden wieczór, a nawet nie na dwa. Tę historię trzeba poznać po kawałku. A do tego potrzeba czasu. 
Amelia, Amanda, a może ktoś inny? 
Przez całą historię przewija się dziewczynka, której tożsamości nikt nie zna, ale nie jest to jedyny problem w miasteczku przy Tamizie. Pojawienie się dziecka ujawnia tajemnice rodzinne, intrygi i rozpacz. 

***

"Była sobie rzeka" to książka dobra, jednak nie zachwyciła mnie tak, jak na to liczyłam. Większość wątków rozgryzłam już w połowie lektury, a na początku nie mogłam się wkręcić w fabułę. Dopiero od trzeciej części naprawdę zaczęłam czytać z przyjemnością tę książkę. 
Nie można jej jednak zarzucić braku klimatu, czy też błahego tematu. 
Książkę warto przeczytać, jednak nie jest to "must have".


3/5 gwiazdek!




"Anonimowi heretycy" to ostatnio głośny tytuł. Książka pojawia się dosłownie wszędzie, a zachwytom nie ma końca. Jak ja podeszłam do tematu...? 




Opis wydawcy:


"Ateista w katolickiej szkole średniej może mieć sporo problemów, zwłaszcza jeśli spróbuje naruszyć ustalone reguły. Michael coś o tym wie. Chłopak nie miał nic do powiedzenia, gdy rodzice postanowili umieścić go w szkole im. Świętej Klary. Już pierwsze minuty w nowym środowisku pozbawiły go resztek optymizmu. Wyglądało na to, że był tam jedynym ateistą i będzie skazany na samotność. Jednak gdy na lekcji historii Lucy, jedna z uczennic, wdaje się w ostrą dyskusję z zakonnicą, w Michaelu budzi się nadzieja na zaprzyjaźnienie się z kimś o podobnym światopoglądzie. Szybko się przekonuje, że dziewczyna jest feministką, ale też wierzącą katoliczką i planuje zostać kapłanem.

Podobnych wyrzutków w Świętej Klarze jest więcej. Anonimowi Heretycy pozostają jednak w ukryciu i nie afiszują się swoją odmiennością. Avi jest żydem i gejem, Max - unitarianinem uniwersalistą, a Eden - praktykującą poganką. Wszyscy akceptują siebie wzajemnie i starają się przetrwać, pocieszając się, że szkoła średnia, nawet ta katolicka, nie trwa wiecznie. Wiecznie nie trwa też względny spokój. Któregoś dnia Michael przekonuje Anonimowych Heretyków do buntu. Tajne stowarzyszenie ma w planach rozpoczęcie kampanii przeciw sztywnym zasadom i obnażenie wszechobecnej w szkole hipokryzji. Początek wydaje się obiecujący. Wkrótce jednak Michael posuwa się za daleko...
Oto poruszająca powieść o dojrzewaniu, przyjaźni i bolesnej drodze do odkrycia własnej wiary. Opowiada o młodzieńczym buncie, pierwszej miłości, ale także porusza trudne tematy i skłania do przemyśleń, a wartka akcja i świetnie poprowadzone dialogi sprawiają, że nie sposób się od niej oderwać!"


"Anonimowi heretycy" to naprawdę przyjemna książka. Szybko ją się czyta i jest zabawna. Chociaż główny bohater nie wywołał we mnie jakiś większych emocji, to inni byli naprawdę nieźle zarysowani. Spodobał mi się szczególnie wątek rodzinny, który został naprawdę fajnie rozwiązany. Na przestrzeni kolejnych stron mogliśmy obserwować stopniową zmianę w myśleniu poszczególnych postaci.

Książka porusza ważne tematy (szczególnie teraz), jednak nie jest to coś co by mnie zachwyciło jakoś szczególnie. To po prostu lekka historia na jedno - dwa posiedzenia.
Wiara została tu w bardzo fajny sposób przedstawiona. Jednym z głównych przesłań tej książki jest to, że nie każdy musi wierzyć w to samo. Mamy prawo do wierzenia lub nie wierzenia. "Anonimowi heretycy" mówią nam, że warto walczyć o swoje prawa, jednak bez krzywdzenia innych.

Pozycja otrzymuje ode mnie 4/5 ⭐  
Następny wpis
Poprzedni wpis

Hello, there!

Hello, There!

Obserwuj mnie

Obserwatorzy

Ostatnie wpisy

Archiwum

  • ►  2022 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (5)
    • ►  października (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2020 (35)
    • ▼  grudnia (1)
      • W cieniu Everestu || Książka niczym podręcznik do ...
    • ►  listopada (2)
      • Jak pracować zdalnie i nie zwariować?
      • Dwór skrzydeł i zguby || Co dalej...
    • ►  października (3)
      • Martwa góra || Jeden z najlepszych reportaży, jaki...
      • Dwór mgieł i furii || Sarah J Mass
      • Krzyżówki sposobem na naukę języka!
    • ►  września (6)
      • Berło ziemi || Recenzja
      • Szklany tron || Przenieśmy się do Adarlanu
      • Jej sekret || Kolejna komedia romantyczna warta u...
      • Po prostu o emocjach ||
      • Kandydatka || Kontynuacja świetnej serii
      • Slow life w wielkim mieście || Natalia Kraus
    • ►  sierpnia (3)
      • Jeden z lepszych plannerów na rynku
      • Mój TBR na drugie półrocze || 2020
      • Niegrzeczny idol || Genialna historia skryta w nie...
    • ►  lipca (3)
      • Krwawy bunt || Szokujące fakty z więzienia w Attice
      • Gdy skończy się sierpień || Penelope Ward
      • Była sobie rzeka || Historia znad Tamizy
    • ►  czerwca (4)
      • Anonimowi heretycy || Bardzo dobra książka młodzie...
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2019 (14)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
  • ►  2018 (8)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2017 (31)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (4)

Wydawnictwa

  • burda Książki
  • dom wydawniczy rebis
  • wydawnictwo albatros
  • wydawnictwo dwie siostry
  • wydawnictwo editio
  • wydawnictwo editiored
  • wydawnictwo filia
  • wydawnictwo iuvi
  • wydawnictwo jaguar
  • wydawnictwo kobiece
  • wydawnictwo muza
  • wydawnictwo otwarte
  • wydawnictwo papierowy księżyc
  • wydawnictwo sqn
  • wydawnictwo uroboros
  • wydawnictwo wab
  • wydawnictwo wielka litera
  • wydawnictwo zysk i s-ka
Obserwuj @BOOKJEDENWIE

Created with by BeautyTemplates