facebook twitter instagram goodreads
  • Strona Główna
  • Kategorie
    • Literatura kobieca
    • Literatura piękna
    • Literatura młodzieżowa
    • Fantastyka
    • Thriller
    • Inne
  • Kontakt
  • Instagram
  • ByćBeauty

Book Jeden Wie || Blog poświęcony recenzjom literackim

"Berło ziemi", czyli zbliżająca się premiera od Wydawnictwa Uroboros zaskoczyła mnie w kilku kwestiach. Jakich? 




Opis wydawcy:

"Shalia jest dumną córką pustyni. Po latach niszczycielskiej wojny z sąsiednim królestwem jej lud desperacko pragnie końca konfliktu, który pochłonął życie tak wielu osób. Pragnąc wymienić wolność na bezpieczeństwo, Shalia zostaje królową Krain Kości kraju, w którym magia jest zakazana, a Żywioły – ludzie kontrolujący ziemię, powietrze, ogień i wodę – są traktowani jak zdrajcy.


Wkrótce dowiaduje się, że jedynym pragnieniem jej męża, Calixa, jest zniszczenie Żywiołów.


Jeszcze przed swoją koronacją Shalia odkrywa, że ma moc nad ziemią. Uwięziona między irracjonalną nienawiścią męża do Żywiołów a niebezpiecznym buntem prowadzonym przez własnego brata, Shalia musi wykorzystać swoją moc i dokonać niemożliwego wyboru: ocalić swoją rodzinę, ocalić Żywioły lub ocalić siebie."


Jak możemy przeczytać wyżej główną bohaterką jest Shalia, która dla dobra swojej rodziny i swoich ludzi zgadza się na aranżowane małżeństwo z królem Krain Kości. Jednak utrzymanie pokoju nie jest takie proste, kiedy jednym z buntowników, którzy atakują Koronę jest własny brat.
Sprawy komplikują się, kiedy Shalia odkrywa u siebie moc, którą jej nowy mąż gardzi i chce zniszczyć...

Co w pierwszej kolejności chcę zaznaczyć? Nie mamy tutaj typowego trójkąta miłosnego! Znaczy jest, ale tak jakby nie jest... Czy to ma sens?
Dużym plusem w całej tej historii jest zobrazowanie postaci głównej bohaterki. Na początku muszę przyznać, że mnie irytowała jej naiwność i niezdecydowanie, ale na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem Shalia stawała się coraz bardziej zdecydowaną kobietą. 
Kolejny plus to sposób, w jaki ukazana została toksyczna relacja. Nie napiszę kogo z kim (bo ekhem... ekhem... spoilery), ale to naprawdę nie zostało przesadzone. Widać było niepewność jednej strony związku, czepianie się nadziei na poprawę. Z drugiej strony mogliśmy zobaczyć, jak ta druga osoba usprawiedliwiała swoje działania, maskowała prawdziwą stronę, a następnie ciąg wydarzeń się powtarzał. 


Co do samego wątku miłosnego, to nie mam do nich żadnych pozytywnych ani negatywnych uczuć. Jest, ale gdyby go nie było, to nie zrobiłoby mi to żadnej różnicy. 
Końcówka mnie dosłownie rozwaliła. Czytałam i nie wierzyłam w to co widzę. 


Sam język jest przyjemny. 450 stron przeczytałam w trzy dni, co jest dobrym wynikiem i pokazuje jak bardzo wciągnęła mnie ta historia. 

Gdyby nie ten nieszczęsny wątek miłosny, to "Berło ziemi" otrzymałoby 5/5 gwiazdek i trafiłoby do Polecajek Book Jeden Wie. 
Mimo wszystko książka dostaje 4,5/5 gwiazdek!

 "Szklany tron" to już chyba wszystkim znana (chociażby ze słyszenia) seria słynnej Sarah J Maas. Jak moje wrażenia?




Opis wydawcy:




"Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy.


To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.


Pod okiem wymagającego dowódcy straży rozpoczyna przygotowania do starcia z najgroźniejszymi osobnikami królestwa. Wkrótce jednak pojawiają się komplikacje: ginie jeden z uczestników turnieju, a niedługo potem podobny los spotyka innego rywala młodej zabójczyni. Czy Celaena zdoła dowiedzieć się, kto stoi za tajemniczymi zabójstwami? Czasu jest coraz mniej, a dziewczyna musi mieć się na baczności – zabójca może obrać za kolejny cel właśnie ją. Śledztwo doprowadzi do odkryć, których nigdy by się nie spodziewała."


Jak zawsze w ostatnim czasie zaczynam od jednej kwestii - tak, mamy tutaj trójkąt miłosny. Nie ma się czemu dziwić, książka powstała w 2012 roku, a wtedy to było "na czasie".

Przejdźmy jednak do recenzji...

Caelena rozpoczyna walkę na śmierć i życie w celu odzyskania wolności. Oczywiście to byłoby zbyt proste, gdyby do walki nie wtrąciły się mroczne siły...

Po kultowej już serii spodziewałam się dużo. Nie zawiodłam się. Mamy tu walkę, krew, pot i łzy. "Szklany tron" mnie nie zanudził. W zasadzie cały czas coś się działo - jakiś atak, kolejna próba, dworskie intrygi, melancholijne chwile, itd.

Kolej na mój ulubiony temat, czyli wątek miłosny (ekhem... ekhem...). Od razu daję znać, że jestem #TeamDorian, a Chaol to tak irytująca postać, że o jeju. Jestem ogromnie wdzięczna autorce, że nie zrobiła z tego melodramatu i historia miłosna głównej bohaterki jest tylko tłem do prawdziwej fabuły "Szklanego tronu". 

Czyta się szybko, chociaż trzeba przyznać, że nie jest to książka gruba. Język jest przyjemny, nie mogę się raczej do niczego przyczepić. 

Dopiero po przeczytaniu "Szklanego tronu" zauważyłam, że wcześniej powinnam przeczytać opowiadania. Zasięgnęłam opinii i okazało się, że będą one miały znaczenie w kolejnych częściach serii. Także ja zabieram się za czytanie, chociażby po to, żeby dowiedzieć się co się stało z biednym Samem.

Książka dostaje ode mnie mocne 4/5 gwiazdek!

 Kolejna książka z cyklu "Owoce pożądania" już za mną.





Opis wydawcy:


"Przyznaję – spieprzyłam sprawę. Pierwszy błąd: poprosiłam Pete’a Barnidge’a o pracę. Drugi błąd: zaakceptowałam jego ofertę, zamiast odrzucić ją na samym początku. Trzeci błąd: to, że podczas rozmowy o pracę ukryłam przed nim ten jedyny okruch, który w całej mojej historyjce był prawdziwy... Peter Barnidge… Od czego mam zacząć? Może od tego, że odkąd pracuje dla pana Bestsellerowego Autora, jego nazwisko funkcjonuje w moim słowniku jako przekleństwo. Uderzyłam się w palec? Barnidge jasny! Przekroczyłam stan konta? A niech to Barnidge! Kiedy zrozumiałam, że zakochałam się w swoim szefie? Co do Barnidge’a?! Byłoby łatwiej, gdybym go nienawidziła… Zwłaszcza, że jest atrakcyjny w ten „zły“ sposób. Jest niesamowicie gorący, ale mroczny. Tak pociągający, że za każdym razem, gdy na niego spojrzę, muszę się przeżegnać, bo jego widok wywołuje u mnie grzeszne myśli. Skoro mowa o grzechach… Skłamałam na rozmowie o pracę. Ale jestem samotną matką i zrobię wszystko dla mojej córki, nawet będę utrzymywać ten mały sekret. Niestety małe sekrety mają tendencję do rośnięcia z upływem czasu… Zwłaszcza w okolicy Broni Masowego Uwodzenia."


Niestety nie przebiła Jej wisienek, ale nadal jest to przyjemna książka. Chyba nikt nie przebije Williama. Szybko się ją czyta, fajny styl pisania i zabawna historia. Idealny przerywnik między cięższymi lekturami. Ja sięgnęłam po nią w przerwie od fantastyki.

Seria "Owoce pożądania" ciągle mnie zadziwia. Po trochę nieudanym początku z "Jego babeczką", przyszła kolej na bardzo dobry tytuł - "Jego banan", a następnie genialne "Jej wisienki". 
Jest to chyba jedyna seria, która rzeczywiście mnie bawi swoim humorem i nie mam uczucia, że coś jest wciskane na siłę. 

Niedługo zabiorę się za "Jego przesyłkę" oraz "Jej ogródek".

"Jej sekret" dostaje ode mnie 4/5 ⭐

Po prostu o emocjach przyciągnęło moją uwagę opisem. Na początku, gdy książka do mnie przyszła trochę się przeraziłam bo środek z tabelkami i podpunktami łudząco przypominał mi podręczniki szkolne. Nie było jednak źle.





Opis wydawcy:


"Żyjemy w kulturze, w której ujawnianie własnych odczuć jest z jakiegoś powodu źle widziane. Zaczyna się już w dzieciństwie, kiedy dziewczynkom nie wypada się złościć, a chłopcy nie powinni płakać. Potem idziemy do szkoły, gdzie nagradza się za zdolności umysłowe, za okazywanie emocji zaś wpisuje uwagi do dzienniczka. Potem jest tylko gorzej. Zdenerwowane kobiety określamy mianem histeryczek, spanikowanym mężczyznom radzimy, by "zjedli snickersa". Mamy być profesjonalnie uśmiechnięci i opanowani. Zawsze i w każdej sytuacji.

Tyle że emocje stanowią naturalny element ludzkiego wyposażenia. Każdy z nas - o ile nie jest psychopatą - odczuwa radość, smutek, gniew, strach. I wbrew temu, co wmawia nam świat, tak właśnie powinno być. Blokowanie swoich emocji, w czym trenujemy się od wczesnego dzieciństwa, jest szkodliwe dla psychiki. Jeśli wyłączamy emocje, tracimy dostęp do nas samych i chorujemy. Świat opanowuje epidemia problemów psychicznych - zestresowania, wypalenia, depresji... By im zapobiec, trzeba zrozumieć, co się naprawdę czuje, nazwać własne emocje, pozwolić sobie je odczuwać i nauczyć się na nowo z nimi żyć.

Po prostu!"



Z początku nie wiedziałam nawet co mam napisać o tej książce. Słowo książka jakoś mi tutaj nie pasuje. Jest to bardziej wiedza w pigułce, encyklopedia o emocjach. 

"Po prostu o emocjach" jest podzielone na siedem rozdziałów - każdy poświęcony innemu zagadnieniu. Dodatkowo na samym końcu znajdziemy dodatkowe załączniki, które są tak jakby podsumowaniem całej książki. 

Najbardziej zaciekawił mnie chyba rozdział o mediach społecznościowych. Wiadomo - towarzyszą nam one każdego dnia i mają na nas wpływ. Nawet jeśli się staramy, to i tak wywołują one w nas jakieś emocje. Jakie? O tym możecie przeczytać w książce!

Sama książka napisana jest prostym językiem. Nie mamy tu wrażenia, ze czytamy książkę naukową, gdzie co drugie słowo jest dla nas jakby napisane po łacinie. Na początku te wszystkie tabelki mnie przerażały, ale to nic złego. Pomogły mi one w zrozumieniu niektórych rzeczy.


Czy polecam? Jeśli tylko lubisz książki psychologiczne to jak najbardziej! 

 Seria "Czarny mag" kandyduje do roli #polecajkiBookJedenWie!




(UWAGA - jeśli nie czytałeś poprzednich tomów, nie czytaj opisu. Zawiera SPOILERY)

Opis wydawcy:

Dwudziestoletnia Ryiah jest czarną maginią frakcji bojowej, ale nie jest Czarnym Magiem. Jeszcze. Niemal od zawsze pragnęła zdobyć legendarną szatę, jednak tylko tego jednego roku będzie mogła wziąć udział w prestiżowym – i jedynym w swoim rodzaju – turnieju dla magów… Szkoda, że będzie musiała wystąpić przeciwko pewnemu księciu – temu, którego dotąd jeszcze nigdy nie pokonała. Nabór kandydatów wreszcie nadchodzi. Zwycięzca otrzymuje szaty, ale w królestwie czyha coś mrocznego. Wrogie królestwa otaczają ojczyznę Ryiah. Pora zawrzeć sojusz. Niestety dla Ryiah to dopiero początek. Bo największy wróg mieszka w samym pałacu.


Jestem już po trzecim tomie i nadal nie mogę wyjść z podziwu jaki świat stworzyła Rachel E. Carter.
W "Kandydatce" nasza główna bohaterka przygotowuje się do najważniejszych zawodów w jej życiu - do walki o tytuł Czarnego Maga. Tym razem będzie musiała zmierzyć się z kimś, kogo nigdy wcześniej nie pokonała, z Darren'em. Czy jej się uda?




Jeśli chodzi o styl pisania to nadal jestem oczarowana. Odsyłam do wcześniejszych recenzji dwóch pierwszych tomów, jeśli chcecie o tym więcej poczytać.
W tomie trzecim doszło nam więcej elementów politycznych. Ryiah chcąc nie chcąc dowiaduje się o nowych zatargach, co będzie kluczowe w nadchodzącej wojnie. Ale kto jest prawdziwym wrogiem?
Bardzo cieszę się z zakończenia, jakie autorka postanowiła napisać. Nie jest to nic przewidywalnego i daje dużo możliwości do kolejnego tomu. Czekam z niecierpliwością.



Książka dostaje ode mnie 5/5 gwiazdek!

 "Większość z nas, zabieganych, w głębi duszy pragnie spokoju"



Kto z nas się z tym nie zgodzi? "Slow life w wielkim mieście" od razu przyciągnęło moją uwagę. Okładka jest minimalistyczna, ale to opis prawdziwie zachęca żeby sięgnąć po tę lekturę. 


Opis wydawcy:


"My, ludzie XXI wieku funkcjonujemy w zabieganym świecie. Wmówiono nam, że szybciej, dalej i więcej są synonimami słowa "lepiej". Że musimy tylko trochę więcej pracować, szybciej się przemieszczać i komunikować, sięgać planami dalej niż do przyszłego tygodnia, a staniemy się... Jacy? Właśnie - jacy się staniemy, jeśli będziemy tak ciągle gnać i gonić niedoścignione ideały? Bardziej spełnieni? Bardziej godni podziwu? Szczęśliwsi? Może ten i ów czerpie prawdziwą przyjemność z nieustannego biegu, ale prawda jest taka, że tacy ludzie to wyjątki.

(...)

Chcemy się zatrzymać. Chcemy opuścić chomicze kółeczko, stanąć choć na moment pewnie na własnych nogach, wciągnąć w płuca świeże powietrze, zamknąć oczy i poczuć, jak przepływa przez nas energia. Chcemy, by wystarczyło nam to, co mamy, albo nawet i mniej. Pragniemy pozbyć się nadmiaru obowiązków, przedmiotów oraz dążeń, bo czujemy, że "szybciej, dalej i więcej" nas przytłacza. Marzymy o tym, by się od nich uwolnić, tylko nie zawsze wiemy jak. Lektura Slow life w wielkim mieście nie zmieni oczywiście Twojego życia od razu, ponieważ wszystko co dobre i wartościowe wymaga czasu. Autorka liczy jednak na to, że jej książka pomoże Ci odnaleźć spokój i własną slow ścieżkę. Także w wielkim mieście."



Co znajdziemy w środku?

~ Dwanaście tematycznych rozdziałów.

~ Miejsce na nasze przemyślenia.

~ Estetyczne ilustracje.

~ Ćwiczenia wyciszające.


Jak moje wrażenia po przeczytaniu książki? 

Jednym z moich ulubionych rozdziałów to ten o slow fashion i slow beauty. Uświadamia on, że nie potrzebujemy kupować rzeczy tylko dlatego, że akurat są one na promocji i "się opłaca". W rzeczywistości jednak nie używamy tego, bo zwyczajnie nie są one nam potrzebne. 

Złapałam się na tym, że z każdym przeczytanym rozdziałem analizowałam co mogę poprawić. I wiecie co? Trochę tego jest. Może nie wszystko na raz, ale powoli, krok po kroku...


Książka napisana została prostym, fajnym językiem, co sprawia, że czyta się ją "na raz". Serdecznie polecam!

Otrzymuje ode mnie mocne 4/5 gwiazdek! 

Następny wpis
Poprzedni wpis

Hello, there!

Hello, There!

Obserwuj mnie

Obserwatorzy

Ostatnie wpisy

Archiwum

  • ►  2022 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (5)
    • ►  października (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2020 (35)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (3)
    • ▼  września (6)
      • Berło ziemi || Recenzja
      • Szklany tron || Przenieśmy się do Adarlanu
      • Jej sekret || Kolejna komedia romantyczna warta u...
      • Po prostu o emocjach ||
      • Kandydatka || Kontynuacja świetnej serii
      • Slow life w wielkim mieście || Natalia Kraus
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2019 (14)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
  • ►  2018 (8)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2017 (31)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (4)

Wydawnictwa

  • burda Książki
  • dom wydawniczy rebis
  • wydawnictwo albatros
  • wydawnictwo dwie siostry
  • wydawnictwo editio
  • wydawnictwo editiored
  • wydawnictwo filia
  • wydawnictwo iuvi
  • wydawnictwo jaguar
  • wydawnictwo kobiece
  • wydawnictwo muza
  • wydawnictwo otwarte
  • wydawnictwo papierowy księżyc
  • wydawnictwo sqn
  • wydawnictwo uroboros
  • wydawnictwo wab
  • wydawnictwo wielka litera
  • wydawnictwo zysk i s-ka
Obserwuj @BOOKJEDENWIE

Created with by BeautyTemplates