Niedawno w moje ręce wpadł "Dziennik dobrego życia". Nazwa niby niepozorna, a jednak przyciągnęła moją uwagę. Jak moje wrażenia?
Pierwszy plus to zdecydowanie okładka. Prosta, spokojna, stonowana. Nie od razu przyciąga wzrok, ale nie męczy po dłuższym używaniu, a po to właśnie kupujemy planner - żeby planować długoterminowo.
Drugi plus to teksty w środku. Nie jest ich za dużo, przez co nie dodają niepotrzebnej objętości dziennikowi. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby przeczytać wszystkie "rady" od początku do końca. Zazwyczaj mam tak (i zapewne większość ludzi też), że tylko przelatuję tekst wzrokiem i przechodzę do właściwej części planneru. W tym przypadku tak nie było.
I najważniejsze: część do planowania.
Na początku mamy kalendarz na cały miesiąc na jednej stronie. Fajny element, gdzie możemy zaznaczać ważniejsze wydarzenia. Świetnym rozwiązaniem jest też to, że sami uzupełniamy dni miesiąca, więc sami decydujemy kiedy zaczynami pracę z Dziennikiem. W moim przypadku był to początek sierpnia i tak też uzupełniłam pierwsze strony.
Następnie przechodzimy do części bardziej szczegółowej. Tu również sami uzupełniamy poszczególne dni w tygodniu. Dwie strony przypadają na jeden tydzień, w tym jest miejsce na notatki typu: "Dobre rzeczy, które mnie spotkały" czy "Zasługuję na odpoczynek, ponieważ".
Po każdych czterech tygodniach zostało wydzielone miejsce na Tablicę marzeń, w której możemy wyżyć się artystycznie oraz notatki.
Każdy miesiąc to jeden rozdział. Każdy z innym tytułem, który ma odzwierciedlać najważniejsze cechy, nad którymi powinniśmy nieustannie pracować. Nie możemy zapomnieć o świetnej oprawie graficznej. Wykonanie jak najbardziej na plus!
Czy polecam pracę z Dziennikiem dobrego życia? Jak najbardziej. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych plannerów na rynku.

