facebook twitter instagram goodreads
  • Strona Główna
  • Kategorie
    • Literatura kobieca
    • Literatura piękna
    • Literatura młodzieżowa
    • Fantastyka
    • Thriller
    • Inne
  • Kontakt
  • Instagram
  • ByćBeauty

Book Jeden Wie || Blog poświęcony recenzjom literackim

O "Setnej Królowej" Emily R. King usłyszałam gdzieś w internecie. Wygooglowałam temat i postanowiłam przeczytać. A oto opis, który mnie zachęcił:


"Osiemnastoletnia Kalinda jest sierotą wychowaną w zakonie, której przeznaczono życie w samotności i modlitwie. Dziewczyna cierpi na częste gorączki, przez co nie nadaje się nawet na służącą, nie mówiąc o kurtyzanie czy żonie..
Los Kalindy odmienia wizyta potężnego tyrana Radży Tarka. Nagle dziewczyna musi opuścić zakon i wyruszyć na pustynną wyprawę, która zaprowadzi ją prosto do haremu. Jako setna żona będzie walczyć o pozycję królowej z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma żonami i licznym kurtyzanami. Jedyną pociechę odnajdzie w osobie strażnika Devena.
W obliczu niebezpiecznego turnieju na śmierć i życie oraz uczucia, które żywi do młodego kapitana, Kalinda ma tylko jedną nadzieję na ucieczkę. Musi obudzić w sobie tajemną i zakazaną moc."

~ Źródło LubimyCzytać



Zobaczyłam "radża", "walka" i wiedziałam, że muszę to przeczytać. A jakie są moje wrażenia...? 
Książka jest napisana tak, że można ją czytać, i czytać, i czytać... Dzień przemija, a my nie widzimy upływającego czasu. 
Wyraźnie jest przedstawiony w książce motyw feministyczny. "Nareszcie!", można by rzec. To nie jest książka pokroju "Rywalek", gdzie walka między kobietami jest przedstawiona wręcz jako coś dobrego. W "Setnej Królowej" kobiety łączą siły. Robią wszystko aby przeciwstawić się tyranii. Bardzo spodobał mi się sposób przedstawienia świata, wykreowanie religii, postaci, historii... Można by powiedzieć książka 10/10, prawda? Otóż nie...



"Chciał wojowniczej królowej. Dostał rewolucjonistkę." 


 Wszystko byłoby pięknie, gdyby autorka nie postanowiła wtrącić wątku romantycznego w fabułę książki. Nasza piękna główna bohaterka "skrycie" żywi uczucia do młodego kapitana, jak już wiemy z opisu. I okej to mogłoby jeszcze przebrnąć, że zakochuje się wręcz od pierwszego wejrzenia, bo przecież nigdy w życiu nie widziała faceta na oczy. Okej. Ale dlaczego, pytam DLACZEGO facet, który przeżył trochę w swoim życiu nagle też się w niej zakochuje, chociaż wie, że to wybranka jego pana? I spoko by było, jakby uczucie jakoś kiełkowało, rosło itd. na kolejnych kartach powieści, ale nie. Facet zobaczył i pokochał od razu. To nic, że się nie znają. Ważna jest MIŁOŚĆ.

Nawet myślałam, że przesadzam. Po przeczytaniu książki oglądnęłam jednak recenzję Bestselerek na YT. I wiecie co? Zgadzam się z nimi w 100% - wątek romantyczny jest w tej książce zbędny. 



Czy przeczytam kolejny tom serii? Nie wiem. Na razie jestem nieźle zniechęcona tym wątkiem romantycznym. Może jak już to przetrawię, zmielę i wydalę (taki sucharek na koniec)?
Jak zawsze dajcie znać czy czytaliście i co myślicie.





Serię "Real" Katy Evans zobaczyłam na Instagramie wydawnictwa Papierowy Księżyc i po przeczytaniu opisu w internecie od razu postanowiłam przeczytać całą. Dziś skupimy się na pierwszej części serii o tym samym tytule.


"Remington Tate na ringu i poza nim posiada reputację awanturnika, twarde jak granit ciało oraz dziki, zwierzęcy magnetyzm, który wprawia jego fanki w szał. Lecz od chwili, kiedy spotykają się ich oczy, jedyną kobietą, której pragnie, jest Brooke Dumas. Jego pożądanie jest czyste, nieposkromione i REALNE.

Zatrudniona, by utrzymywać jego ciało w doskonałej kondycji, Brooke w końcu dostaje dobrze płatną pracę rehabilitantki sportowej, o której zawsze marzyła. Lecz gdy z Remym i jego zespołem objeżdża w trakcie tournée niebezpieczny podziemny bokserski krąg, jej własne ciało ożywa, zbudzone najbardziej pierwotnym z pragnień. To, co zaczyna się między nimi jako zwykły flirt, szybko dla obojga zmienia się w erotyczną obsesję, która obiecuje o wiele więcej.

Jednak ich rozpalona do białości żądza ma również mroczną stronę… Kiedy największy sekret Remy’ego wychodzi na jaw, a rodzinne obowiązki Brooke wymagają działania, czy uda im się przetrwać? Czy może to, co niegdyś wydawało się takie realne, teraz rozpłynie się jak iluzja."

~Źródło https://papierowyksiezyc.pl




Pierwsze o czym pomyślałam po skończeniu tej książki to fakt, że nijak nie mogłam powiązać tytułu z fabułą. Oczywiście, pod koniec nazywała go Prawdziwy(?), cokolwiek miało to znaczyć, ale to tyle. Trochę byłam zawiedziona, ale chociaż nawet naciągane wytłumaczenie jest.

Relacja Remingtona i Brooke od początku wydawała mi się taka... prawdziwa (tutaj miejsce na płaczącą ze śmiechu emotkę)? Można było wręcz przeżywać wszystkie emocje towarzyszące głównym bohaterom. Jestem pod wrażeniem, jak prawdziwie autorka wykreowała postacie, świat w książce, wraz ze wszystkimi emocjami i historiami. Katy skutecznie operowała językiem, w taki sposób, że można było wręcz przenieść się do ich świata, do sytuacji, które przeżywali. 
Byłam wręcz zaskoczona, jak ta książka przypadła mi do gustu. Zazwyczaj jestem dość sceptycznie nastawiona do takiej tematyki, a tu autorka sprawiła, że szczęka opadła mi aż do samej ziemi.

A wszystko przez to, że na instagramie zobaczyłam najnowszą część serii "Legend" i z samej ciekawości sprawdziłam o co tyle szumu. Teraz jestem wdzięczna za moją wrodzoną ciekawość i lecę zabrać się za kolejną część serii - "Mine". Możecie już niedługo spodziewać się recenzji na blogu.



Jak zawsze dajcie znać co myślicie o książce. Czytaliście, a może dopiero zamierzacie przeczytać?










"Wcale nie trzeba być grzeczną dziewczynką, by stać się dobrym człowiekiem czyli opowieść o seksie i urokach życia w Nowym Jorku."


"Miasto dziewcząt" jest kolejną książką autorki 'Jedz, módl się, kochaj". Przyznam, że tej drugiej nie czytałam, ale opis "Miasta..." bardzo mnie zaciekawił. 


"W 1940 roku, 19-letnia Vivian Morris zostaje wyrzucona z prestiżowego Vassar College z powodu miernych osiągnięć na pierwszym roku. Zamożni rodzice wysyłają ją do Nowego Jorku, gdzie ma zamieszkać u ciotki Peg, właścicielki podupadłego teatru rewiowego. Vivian poznaje tylko liczne grono barwnych, charyzmatycznych postaci: frywolne tancerki, seksownych amantów, artystki szekspirowskich scen, autorów tandetnych dramatów kryminalnych, inspicjentów i reżyserów. Gdy jednak popełnia błąd, w wyniku którego wybucha skandal w środowisku, cały jej nowy świat staje na głowie, ale choć nie od razu pojmie w pełni, co się stało, to jednak dzięki temu doświadczeniu zrozumie, czego pragnie i jak to osiągnąć. I przede wszystkim znajdzie miłość swojego życia. Vivian wspomina te wydarzenia, które doprowadziły do wielkiego przełomu w jej życiu z perspektywy przeżytych 89 lat. Miasto dziewcząt to romans niepodobnych do innych, oparty na głębokiej wiedzy o tym, czym są namiętności i na czym polegają więzi między kobietą i mężczyzną."




Na początku otrzymujemy dość tajemniczą informację o liście od Angeli. Dowiadujemy się, że narratorem jest Vivian, która jest... kobietą w podeszłym wieku. Cała książka jest opowieścią Vivian właśnie do Angeli i jest prowadzona w formie listu. A więc cofamy się o kilkadziesiąt lat wstecz...

Muszę przyznać, że z początku nie byłam jakoś pozytywnie nastawiona do tej książki. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału odłożyłam ją i dobre dwa tygodnie leżała ona spokojnie na mojej półce. Nie jestem jednak osobą, która zostawia na długo książki niedokończone i tak oto przychodzę z dzisiejszą recenzją. Czy cieszę się, że ponownie sięgnęłam po "Miasto dziewcząt"? Oczywiście! 

Książka opowiada o przyjaźni, miłości, ale też niezależności. Elizabeth Gilbert serwuje nam świetną podróż do lat czterdziestych. Vivian na początku sprawiająca wiele problemów przyjeżdża do Nowego Jorku. Szybko odnajduje się wśród nowych ludzi. Zaprzyjaźnia się z tancerką i razem podbijają miasto. Autorka świetnie wykreowała postacie, które dzięki temu stały się "prawdziwe". Każdą kolejną stronę czytałam z zapartym tchem. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej przywiązywałam się do Vivian, ale cóż w tym dziwnego, w końcu śledziłam jej życie od lat młodzieńczych. 
Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej historii.




Za egzemplarz dziękuję 








"Okrutnego Księcia" Holly Black chciałam już przeczytać od dawna. Tak się złożyło, że książka ostatnio trafiła w moje ręce, więc w końcu mogłam się za nią zabrać. 




"Krwawa zbrodnia na zawsze odmienia los trzech sióstr. Zostają porwane do świata elfów, bajecznego Elysium. Upływa dziesięć lat; Jude pragnie za wszelką cenę odnaleźć swoje miejsce w krainie elfów – lecz dumni elfowie gardzą śmiertelniczką, a wzgardliwszy od innych jest książę Cardan, najmłodszy i najokrutniejszy z potomków Najwyższego Króla.


Jude poznaje labirynt intryg i ułudy, odkrywa własną przebiegłość i to, że zdolna jest zadać ból, a nawet śmierć. Gdy za sprawą zdradzieckich knowań elfowym dworom zagraża niebezpieczeństwo pogrążenia się w chaosie krwawej wojny, Jude gotowa jest narazić życie, by ocalić siostry i Królestwo.

Pierwsza część trylogii o podstępach i żądzy władzy, czarach i magii – razem z Jude odkrywamy misterną sieć elfowych intryg."


~Źródło LubimyCzytać



Muszę przyznać, że po skończeniu czytania miałam jeden, wielki mętlik w głowie. Leżałam i próbowałam przetrawić tę książkę i ocenić, czy w ostatecznym rozrachunku podobała mi się, czy nie. I jakie było moje zdziwienie, kiedy nie mogłam do tego dojść! W głowie toczyłam dziwną bitwę na argumenty i muszę przyznać, że nadal nie wiem, jak książkę ocenić. O ci mi chodzi? Spróbuję to wytłumaczyć...

Zaczynając czytać "Okrutnego księcia", a nawet już wcześniej, miałam swoją, określoną wizję na fabułę w niej zawartą, na postaci, na świat. Z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej zdziwiona, jak bardzo się myliłam.  Z jednej strony byłam zawiedziona, bo oczekiwałam czegoś innego, z drugiej jednak byłam mile zaskoczona, jak autorka wprowadziła coś nowego, czego raczej nie spotyka się w innych opowieściach tego typu. Dlatego przez kilka dni biłam się z myślami, bo mimo że książka nie spełniła pewnych moich oczekiwań, to potrafiła mnie zaskoczyć swoją innowacyjnością.
Przez następne kilka dni zastanawiałam się czy chciałabym przeczytać drugą część trylogii. I szczerze mówiąc, nie wiem. Nadal nie wiem i dowiem się zapewne dopiero, gdy książka znajdzie się w moich rękach. Zakładam jednak, że moja ciekawość, jak zawsze weźmie górę i ostatecznie recenzja drugiej części pojawi się na blogu.



"By zdobyć pozycję na Dworze, musi rzucić Cardanowi wyzwanie – a następnie ponieść konsekwencje."


Skupmy się teraz na samej książce. Wiadomo już, że zaskakuje. Fabuła nie kieruje się tym samym torem co 80% książek fantasy z tematyką elfów w roli głównej. Wątek romantyczny jest, ale nie zawadza czytelnikowi i nie wpływa znacząco na historię. Jest to miły dodatek, a nie główny wątek. Cieszę się, że autorka nie chciała na siłę zrobić książki bardziej romantycznej.
"Okrutnego Księcia" przeczytałam w niecałe dwa dni. To dowodzi, że jak już się ją zacznie, to nie można się oderwać aż do ostatniej strony.



Dajcie znać co sądzicie o tej książce. Czytaliście? Napiszcie w komentarzu czy was zaciekawiła.





Muszę przyznać, że do czytania tej książki nie byłam jakoś szczególnie pozytywnie nastawiona. Słyszałam o niej na YouTube i nie była to pozytywna recenzja. Idąc jednak za moją wrodzoną ciekawością i chęcią wyrażenia sobie własnej opinii, postanowiłam przeczytać "Papierową Księżniczkę" Erin Watt i przekonać się o co tyle szumu...



"Życie Elli Harper nie przypomina bajki – dziewczyna nie ma ojca, często przeprowadza się z miasta do miasta, ciężko pracuje i codziennie walczy, by związać koniec z końcem. Jedynie marzenia o lepszym jutrze podtrzymują ją na duchu. Czy jest szansa, aby się spełniły?

Nagle za sprawą członków rodziny Royal Ella trafia do świata bogactwa i luksusu. Nie wie jednak, że ta piękna otoczka skrywa niewyobrażalne zepsucie. Reed, jeden z pięciu braci, jest „perłą w koronie” rodu Royalów. Dziewczyna nie potrafi się oprzeć jego urokowi, lecz chłopak za wszelką cenę chce zniszczyć jej fascynację.

Stopniowo na jaw wychodzą rodzinne tajemnice, a Ella uświadamia sobie, że jest w stanie przetrwać wszystko – oprócz życia w pałacu Royalów."




Początek książki jakoś nie przypadł mi do gustu i szczerze myślałam, że moja opinia jest już przesądzona. No bo bądźmy szczerzy - jaki normalny facet wpada z buciorami do życia biednej dziewczyny, siłą wpycha ją do auta i mówi, że jest jej prawnym opiekunem? No właśnie... Raczej żaden.
W ostatecznym rozrachunku książka wypada raczej na plus. Dobrze mi się ją czytało, a fabuła nie przynudza. Czasami potrafiła mnie zaskoczyć, co było miłe, chociaż jak zawsze, czasem (a czasem często) irytowało mnie zachowanie Elli.
Zakończenie trochę mi "śmierdzi", jednak jednocześnie zachęca mnie do przeczytania kolejnej części.
Mimo to muszę, po prostu muszę napisać o tym jak nie lubię postaci Brook. No serio, to nie ma nic do tej recenzji, ale muszę przelać trochę mojej goryczy. Chociaż może to też świadczyć o tym, że wczułam się w fabułę i emocjonalnie trudno mi będzie zakończyć tę serię.

"Papierową księżniczkę" bardzo szybko mi się czytało. Skończyłam ją w mniej niż dwa dni i muszę przyznać, że lubię styl, jakim pisze Erin Watt. Mam nadzieję, że na serii Royal się nie skończy i autorka zachwyci mnie kolejnymi książkami.
Jaki jest morał tej historii? Nie należy się kierować się opiniami w internecie, bo każdy ma swój własny gust i tylko od niego zależy, co mu się podoba, a co nie.


Jak zawsze dajcie znać co sądzicie. Czytaliście, a może dopiero chcecie przeczytać "Papierową Księżniczkę"?









Muszę przyznać że "Księżniczka Popiołów" nigdy nie była książką, którą musiałam przeczytać na już. Ciągle ją odkładałam mówiąc sobie "może następnym razem...". Ostatnio jednak w końcu się przemogłam i już mam swoje wnioski.



"Theodosia miała sześć lat, kiedy jej kraj został zaatakowany, a jej matkę, Królową Ognia, zamordowano na jej oczach. Tego dnia Kaiser odebrał jej rodzinę, kraj i imię. Theo została koronowana na Księżniczkę Popiołów, otrzymując hańbiący tytuł, miała się wstydzić w nowym życiu spędzonym jako więzień.

Przez dekadę była niewolnicą we własnym pałacu. Znosiła niezliczone akty przemocy i kpiny ze strony Kaisera i jego dworu. Była bezsilna, a przeżyć w nowym świecie udało jej się tylko dzięki zakopaniu głęboko w swoim wnętrzu dziewczyny, którą była wcześniej.

Pewnej nocy Kaiser zmusza ją do zrobienia czegoś niewyobrażalnego. Z krwią na rękach i nadzieją na odzyskanie utraconego tronu, Theo zdaje sobie sprawę, że przetrwanie już jej nie wystarczy. Posiada przy tym broń – umysł ostrzejszy niż jakikolwiek miecz. Przez dziesięć lat Księżniczka Popiołów patrzyła, jak plądrowano jej kraj i niewolono naród. Teraz to wszystko ma się jednak skończyć…"


Szczerze mówiąc na początku przeczytałam dwa rozdziały i utknęłam. Nie podeszły mi one jakoś szczególnie i naprawdę zastanawiałam się, czy nie rzucić tego i wyjechać w Bieszczady. Po kilku dniach usiadłam z postanowieniem, że dam radę i skończę "Księżniczkę Popiołów", choćbym miała się zanudzić na śmierć i cieszę się, że to zrobiłam, ponieważ po tych dwóch nudnych, jak flaki z olejem rozdziałach, akcja się rozwinęła i zaczęło się dziać...

Fabuła tak mnie wciągnęła, że po dwóch dniach byłam na ostatniej stronie. Kreacja świata jak najbardziej przypadła mi do gustu. Wiem, że ciężko jest stworzyć świat od podstaw, tzn.: ziemie, wyspy, ludzi, religie, historię i wiele innych, nawet drobnych szczegółów, które sprawiają, że książka wydaje nam się tak bardzo realna w swojej fantastyczności. Erin Watt udało się to zrobić, z czego jestem niezmiernie szczęśliwa.

"Nie wszystkie bitwy wygrywa się dzięki sile…" 

Przejdźmy teraz do fabuły książki.  Jak już wcześniej wspomniałam, w początkowych rozdziałach akcja nie porywa nam głowy. Dopiero później zaczyna się coś dziać. A jak już się zaczyna, to nie ma do czego się przyczepić. Jestem pod wrażeniem, że tak zachwycam się nad "Księżniczką Popiołów", bo zasiadając do czytania, miałam zupełnie inne odczucia niż pisząc recenzję.

Ale żeby nie było za bardzo cukierkowo to pomówmy o głównej bohaterce. Nie będę narzekać na sposób jej wykreowania, bo to zostało zrobione na szóstkę z plusem. Skrytykuję jej zachowanie pod tytułem "Nie ruszę kamienia ognia, bo mamusia mi zakazała...". Za trzecim razem, kiedy było o tym wspominane w książce, miałam ochotę pójść tam do tego pałacu i trzasnąć Theo w twarz tym kamieniem. Rozumiem jednak, że książka powinna wywoływać emocje, co akurat się udało w moim przypadku.

Ostatni zarzut jaki mogę mieć, co nie wpływa za bardzo na ocenę ogólną, to epilog. Jak dla mnie był za bardzo bezosobowy. Taka krótka notatka, bo przecież jakoś książkę trzeba zakończyć, prawda? Jednak to nie wpływa ani na fabułę, ani na moją opinię.
Zaraz po skończeniu książki, nie wiedziałam, czy chcę przeczytać kolejną część "Księżniczki Popiołu". Jednak po jakimś czasie muszę przyznać, że jestem ciekawa co dalej się wydarzy, więc możecie się spodziewać recenzji na blogu.


Jak zawsze dajcie znać co sądzicie o książce. Zaciekawiła was? Czytaliście ją już, a może dopiero zamierzacie? Chętnie poczytam wasze komentarze.



Do książki "Bez winy" wracam po latach. Wygrałam ją jakiś czas temu w pewnym konkursie, z czego bardzo się ucieszyłam, bo już od jakiegoś czasu miałam ją na oku...


"Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?"

Pierwsze co przyciągnęło mój wzrok to okładka. Nie pytajcie czemu. Po prostu spojrzałam na nią i pomyślałam: "Ta książka może być fajna!".  Może to zasługa kolorystyki, która tak mi się podoba.
Książka została przeze mnie skończona w rekordowym czasie krótszym niż pół dnia. Pochłaniałam rozdział za rozdziałem i nawet się nie spostrzegłam, kiedy byłam już na ostatnich stronach i czytałam epilog. Ogólnie lubię styl Mii Sheridan. 

Autorkę kojarzę już z książki "Bez słów", która bardzo przypadła mi do gustu. Zachęcona nią, sięgnęłam także po "Bez winy" i nie zawiodłam się.

"Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie."

Co do samej fabuły... 
Kira ma spore kłopoty. Brakuje jej pieniędzy, a nie może prosić o pomoc swojego ojca. Nie ma praktycznie nikogo, aż zupełnie przypadkowo natyka się na Graysona i dowiaduje się o jego problemach. Postanawia zaryzykować i zaproponować mu pewien układ...
Widzimy tu typowy schemat, gdzie dwoje ludzi decyduje się na układ, w który nie wliczają uczuć. Jak możecie się domyślać, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Książka jest pełna zabawnych, ale też i przygnębiających scen. Mamy tutaj prawdziwy uczuciowy roller coaster. 

Przebieg wydarzeń w książce czasem jest przewidywalny, a czasem zaskakuje. Nie narzekam jednak, bo nie jest najgorzej. Sama opowieść nie zdradza jednak na początku wszystkich wątków i tajemnic, co mnie ucieszyło. 


Ogólnie książka naprawdę przypadła mi do gustu i chętnie przeczytam kolejne części z tej serii. Jest to dość lekka lektura, szybka do przeczytania i nie wymagająca zbytniego myślenia, w sam raz na wieczorny relaks.


Jak zawsze dajcie znać co myślicie o książce. Czytaliście, a może chcecie przeczytać? Chętnie poczytam wasze opinie w komentarzach. 


tytuł oryginału:   Grayson's Vow 
data wydania:      26 września 2016
ISBN:                        9788375152623
liczba stron:           384






Zobaczyłam "Króla bez skrupółów" na stronie Lubimy Czytać w Top 100. Trochę się zdziwiłam, ale stwierdziłam "A co mi tam" i tak zaczęłam przygodę z tym "dziełem".  Jakie są moje wrażenia? Przeczytajcie sami...


Keira Kilgore jest rudowłosą pięknością o ognistym temperamencie i niepokornej duszy. Prowadzi destylarnię, która należy do jej rodziny od czterech pokoleń, i to dziedzictwo jest dla niej wszystkim. Zwłaszcza teraz, gdy po kilku miesiącach małżeństwa zmarł jej mąż. Nie był to udany związek. Brett, jej małżonek, regularnie ją zdradzał, podkradał pieniądze z firmowego konta, a gdy zginął, okazało się, że... pozostawił ją z ogromnym długiem, którego w żaden sposób nie mogłaby spłacić. Najgorsze jednak, że zadłużył Keirę u człowieka, który rządzi Nowym Orleanem żelazną pięścią.
Lachlan Mount nie ma żadnych zahamowań ani słabości, a o jego bezwzględności krążą legendy. Nikt nie odważy się kwestionować jego życzeń czy łamać ustalonych przez niego zasad — ani policja, ani żadna z mafii działających w tym mieście. Mount trzyma się w cieniu. Nikomu nie pozwala zbliżyć się do siebie, może poza nielicznymi kobietami, które potem giną bez wieści. Mężczyzna może zrobić wszystko, bo nigdy nie spotkał się nawet z cieniem oporu. Kontrolował Nowy Orlean w pełnym tego słowa znaczeniu, a jego żądania zawsze były spełniane. Tak miało być i tym razem.
W zamian za odstąpienie od zniszczenia dziedzictwa Keiry zażądał jej samej...
To emocjonująca, pełna dramatycznych zwrotów historia o dwóch silnych osobowościach. Niezależna i niepokorna piękność oraz bezlitosny tyran wymagający całkowitego posłuszeństwa przecież w żaden sposób nie mogą być razem! Bo gdy do gry wchodzą pożądanie, nienawiść i nieugięta wola, katastrofa wydaje się nieunikniona. On żąda absolutnego poddania. Ona nie zamierza spełnić jego rozkazu. Ich każde kolejne spotkanie, słowo czy dotknięcie nakręca spiralę adrenaliny i ekstazy. Prędko się przekonasz, jak magnetycznym afrodyzjakiem jest władza. I jak bardzo kosztowna może być wolność. Zobaczysz, że nie da się zbudować niczego trwałego, brodząc w sieci kłamstw...
Stań oko w oko z tyranem. Jest okrutny, brutalny i zabójczo przystojny.
Źródło LubimyCzytać 




Ta recenzja powstała dobre dwa tygodnie po przeczytaniu książki. Serio. Miałam wrażenie, że mój mózg wyparował i nadal nie jestem pewna czy chcę do tego wracać, więc w razie niespójności tego tekstu, proszę wybaczcie.
Zacznijmy od tego, że książkę na pewno czyta się w ekspresowym tempie. Przyjemny styl temu sprzyja. Książka z typu odmóżdżających, naprawdę.
Zacznijmy więc typowy dla mnie "hejting", no bo przecież ja tylko to zamieszczam w recenzjach, prawda (sarkazm)? Temat "chcę Ciebie zamiast pieniędzy, jak się nie zgodzisz to zabiję twoich bliskich" jakoś nie przypadł mi do gustu. Facet jest groźny, facet jest przystojny, facet jest bogaty. Fajnie, tylko dlaczego on chce laskę jakąś, która w dodatku jest niechętna, skoro może mieć stadko posłusznych nałożnic i stworzyć sobie nawet harem? Tak, tak, wiem, że potem jest to wyjaśnione, chociaż jak dla mnie, jest to tak bardzo naciągane, że o ja nie mogę.

Oczywiście sceny +18 co drugi rozdział. I jak często się zdarza, główna bohaterka tak mnie denerwowała w niektórych momentach, że miałam ochotę rzucić tą książką (w tym wypadku czytnikiem ebook) i jeszcze na dokładkę ją podeptać.
Czasami fabuła skręcała na tak absurdalne tory, że myślałam, że zacznie mi mózg parować przez uszy. Oczywiście cała fabuła opiera się na przekomarzaniu się głównych bohaterów, groźbach i przemyśleniach głównej bohaterki. Nic wymyślnego, więc jeśli tylko chcecie się odmóżdżyć to polecam.

Ogólnie zaskoczyło mnie to, że książka znalazła się w Top 100 na Lubimy Czytać. Chociaż... Pewnie bardziej zdziwiła mnie jeszcze inna pozycja. Tak, przeczytam ją. A o jaką książkę chodzi? Oczywiście o "365 dni" Blanki Lipińskiej! Wiem, że to podchodzi pod masochizm, ale czego się nie robi dla wyższego dobra, prawda?

Jak zawsze dajcie znać co myślicie o recenzji i o książce. Chętnie poczytam wasze opinie.


Zdarzyło wam się napisać pewien tekst i schować go do szuflady? Pomyśleliście może: "A co jeśli się nie spodoba ludziom...?" Nie wydaliście go bojąc się reakcji czytelników. Może nie wiecie czy wasz tekst jest wystarczająco dobry do wydania? Mam dla was radę!

Wiem, że wstęp do tego wpisu brzmi jak kiepska reklama z telewizji, ale musicie przyznać, że zwraca uwagę. Zatem przejdźmy do głównej części wpisu.

Portal wattpad zrzesza autorów i czytelników. To tutaj zaczynała swoją przygodę z pisaniem Anna Todd że swoją serią After. W rzeczywistości na początku to nie była historia Tessy i Hardina, a Tessy i Harrego. Była to książka bowiem typu fanfiction, a autorka zapożyczyła do niej wizerunek Harrego Styles'a. Książka zyskała tak dobre opinie i tyle wyświetleń, że Anna postanowiła ją wydać.
Ta historia pokazuje, że warto robić to co się kocha, bo zawsze istnieje szansa na sukces. I tu prośba do was. Jeśli piszecie jedynie do szuflady, nie wiecie czy wydać swoją książkę czy nie, to warto założyć profil na Wattpadzie i tam ją opublikować. Czytelnicy mają możliwość komentowania każdego rozdziału a nawet poszczególnych fragmentów. Jeśli podoba im się to co czytają, nagradzają autorów gwiazdkami, a ulubione książki dodają do polecanych.

Jeśli jednak nie piszesz, a jedynie czytasz to też jest coś dla ciebie. Ja sama zaczynałam tam jako czytelnik. Szukałam perełek i szczerze nie zawiodłam się. Są tam zupełnie nieznane dzieła, ale też można szukać w tych popularnych. Sama mogę cicho polecić książkę właśnie na tym portalu, którą przeczytałam już dobre dwa lata temu i moim zdaniem zasługuje na wydanie. Nosi tytuł "Niewierny" i jest to książka fanfiction, gdzie zapożyczony jest wizerunek Zayna Malika, ale nic poza tym. Świetna książka i trochę smutno się robi, że autorka najprawdopodobniej porzuciła wattpada.


Mam nadzieję, zachęciłam was do zajrzenia na portal. 



Kolejny wpis, który jest skierowany bardziej dla fanów seriali, ale... Jeśli serial "Opowieść podręcznej" was zaciekawi, a mimo to, nie chcecie odrywać się od książek to mam dla was tę samą historię opowiedzianą na papierze. 
Serial powstał na podstawie książki Margaret Atwood o tym samym tytule. Jest to powieść, którą aktualnie czytam, a na blogu pojawi się o niej osobna recenzja wraz z porównaniem książki i serialu. 
Dość o tym. Był wstęp, teraz czas na recenzję. 


Na ten serial trafiłam przypadkiem. Wykupiłam HboGo na potrzeby Gry o Tron. Mając trochę wolnego czasu przeszukałam trochę platformę i trafiłam na "Handmaid's Tale". Na początku nie zamierzałam go oglądać, potem stwierdziłam, że zaryzykuję i przepadłam. 

Opis:
Źródło HBOGO

Teokratyczna Republika Gilead boryka się z problemem dzietności. Płodna Offred (Elisabeth Moss) jest podręczną, która mieszka u wysokiej rangi komandora i jego żony. Kobieta raz w miesiącu musi oddać swe ciało panu domu z nadzieją, że uda jej się zajść w ciążę. Offred musi być posłuszna i postępować zgodnie z obowiązującymi surowymi zasadami. Jeśli zacznie buntować się przeciwko swemu losowi, zostanie wysłana do kolonii karnej, gdzie czekać ją może tylko śmierć. Kobiecie ciężko jest pogodzić się ze swoim losem. Marzy o powrocie do starego życia, gdzie miała męża, córkę i prawo decydowania o własnym losie. Mocny serial autorstwa Bruce’aMillera (serial Ostry dyżur), który jest ekranizacją powieści Margaret Atwood. Produkcja jest antyutopią i mówi o autorytarnym świecie, w którym władzę w USA przejęła pseudochrześcijańska junta. Płodne kobiety uczyniono surogatkami rodzin z uprzywilejowanej grupy związanych z władzą mężczyzn. Wszelkie nieposłuszeństwo ze strony obywateli karane było w okrutny sposób. Serial był wielkim objawieniem 2017 roku i miał bardzo polityczny charakter w związku z wyborem Donalda Trumpa na prezydenta Ameryki. W głównej roli występuje rewelacyjna Elisabeth Moss, która za swoją rolę została wyróżniona m.in. nagrodą Emmy i Złotym Globem. W obsadzie znaleźli się również nominowany do BAFTY Joseph Fiennes, Yvonne Strahovski, Samira Wiley oraz laureatka nagrody Emmy Alexis Bledel. Serial został wyróżniony łącznie dwoma Złotymi Globami oraz ośmioma nagrodami Emmy.




Pierwsze co zwraca uwagę widza to wykreowanie świata. I to jest takie... wow. Oczywiście świat jest zaczerpnięty z książki, więc zawsze twórcom serialu jest łatwiej, ale to, w jaki sposób przedstawili nam to jest po prostu porażający.

Motyw feministyczny w serialu, aż razi w oczy. Jest to główny wątek, czy walka kobiet przeciw totalitarnemu systemowi, który umniejsza rolę kobiety w społeczeństwie i redukuje ją tylko do zajmowania się domem i rodzenia dzieci.
Gilead jest miejscem, w którym kobiety nie mają łatwo i nawet te "wyższą rangą" zdają sobie z tego sprawę. Szczególne okrucieństwo widać szczególnie (pomijając oczywiście notoryczne gwałty) w momencie kiedy Fred pozwala okaleczyć swoją żonę, która starała się wywalczyć więcej praw dla kobiet. To ukazuje, jakimi fanatykami stali się założyciele tego systemu. Masowe morderstwa, gwałty i zesłania do okrutnej pracy są na porządku dziennym.
Gilead bazuje na Biblii, jednak interpretuje ją w korzystny dla siebie sposób, wybiera fragmenty, które mogą w jakiś sposób usprawiedliwić działanie tego systemu.



Jednak "Opowieść podręcznej" nie pokazuje jedynie życia w Gilead. Na ekranach swoich telewizorów i innych urządzeń możemy oglądać losy bohaterów żyjących także w Kanadzie. Ludzi, którzy uciekli i uzyskali azyl w tym kraju. Są w tym wątku przedstawione skutki psychiczne, jakie wywołało w nich przebywanie w Gilead.

W serialu przewijają się też wątki polityczne. Przedstawione są sytuacje, w których inne państwa z jednej strony chcą pomóc prześladowanym ludziom w Gilead, z drugiej jednak starają się nie podpaść tej militarnej potędze.
Oglądałam obydwa sezony. Mogę przyznać, że drugi trzyma w napięciu tak samo jak pierwszy, a nawet bardziej. Oglądam też na bieżąco trzeci sezon i mam aż ciarki.

Z całego serducha wam go polecam. Serial jak najbardziej godny obejrzenia. Mam nadzieję, że książka będzie równie dobra.

Jak zawsze dajcie znać co o tym sądzicie. Oglądaliście, a może chcecie oglądnąć?

Każdy ma chyba taką listę, chociażby w głowie, w której znajdują się książki będące waszym MUST HAVE. Ja przedstawiam wam moje TOP 5, które koniecznie muszę przeczytać jeszcze w tym roku. A więc zaczynajmy...




Wszystkie poniższe opisy i ilustracje przedstawione w tym wpisie pochodzą ze strony LubimyCzytać.



1. Mleko i miód - Rupi Kaur


„Mleko i miód” to opowieści o miłości i kobiecości, ale też przemocy i stracie. W krótkiej, poetyckiej formie skrystalizowały się pełne cielesności emocje. Każdy z rozdziałów dotyka innych doświadczeń, łagodzi inny ból. Rupi Kaur szczerze i bezkompromisowo ukazuje kobiecość we wszystkich jej odcieniach, cudowną zdolność kobiecego ciała i umysłu do otwierania się na miłość i rozkosz mimo doznanych krzywd.

Wszyscy się tak zachwycali tą książką, że jestem na maksa ciekawa co w niej jest takiego, że tak dużo ludzi się na nią skusiło. Zobaczymy... 


2.  Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych - Christel Petitcollin



• Za dużo myślę.
• Moi bliscy mówią, że jestem zakręcona i że zadaję sobie za dużo pytań.
• W mojej głowie stale coś się kłębi – czasem marzę o tym, żeby wcisnąć wyłącznik umysłu.

• Mam wrażenie, że jestem z innej planety.

• Nie mogę sobie znaleźć miejsca.
• Czuję się niezrozumiany.



Czy chociaż jedno z tych zdań opisuje właśnie ciebie? Jeśli tak, prawdopodobnie rozpoznasz się w profilu osoby nadwydajnej mentalnie. Cóż, bycie nadwydajnym bywa naprawdę męczące, ale twój mózg – właśnie ten, który myśli zbyt wiele – to prawdziwy skarb. Jego subtelność, złożoność i szybkość, z jaką działa, są naprawdę zdumiewające, a pod względem mocy można go porównać z silnikiem Formuły 1!

Ale bolid wyścigowy nie jest zwykłym samochodem. Gdy prowadzi go jakiś niezdara, może się okazać kruchy i niebezpieczny. Potrzebuje kierowcy najwyższej klasy i toru na swoją miarę, by wykorzystać swój potencjał.
Do tej pory to mózg wiódł cię po wertepach. Czas jednak, abyś przejął stery, i to już od dziś. Dzięki tej książce nauczysz się wykorzystywać niezwykłe możliwości swojego umysłu, który do tej pory wydawał się nie do ogarnięcia! A do tego poczujesz ulgę i wreszcie odetchniesz pełną piersią, akceptując siebie i swój fantastyczny umysł.


No cóż... Zachęcił mnie już sam tytuł. Fajnie by było wyłączyć mózg lub po prostu myśleć mniej. Mój mózg jest jak karuzela - raz myślę o tym, zaraz o tym, a potem jeszcze o tamtym i tak cały czas... 



3. Gra o Tron - George R. R. Martin



W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam... Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.

Oglądałam wszystkie sezony serialu opartego na tej książce, teraz czas na wersję papierową, ale nie byle jaką, tylko tą konkretną ilustrowaną. 


4. Okrutny Książę - Holly Black



Krwawa zbrodnia na zawsze odmienia los trzech sióstr. Zostają porwane do świata elfów, bajecznego Elysium. Upływa dziesięć lat; Jude pragnie za wszelką cenę odnaleźć swoje miejsce w krainie elfów – lecz dumni elfowie gardzą śmiertelniczką, a wzgardliwszy od innych jest książę Cardan, najmłodszy i najokrutniejszy z potomków Najwyższego Króla.
By zdobyć pozycję na Dworze, musi rzucić Cardanowi wyzwanie – a następnie ponieść konsekwencje.
Jude poznaje labirynt intryg i ułudy, odkrywa własną przebiegłość i to, że zdolna jest zadać ból, a nawet śmierć. Gdy za sprawą zdradzieckich knowań elfowym dworom zagraża niebezpieczeństwo pogrążenia się w chaosie krwawej wojny, Jude gotowa jest narazić życie, by ocalić siostry i Królestwo.


Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego chcę przeczytać tę książkę. Usłyszałam o niej gdzieś w odmętach internetu i tak już została w mojej głowie. Może chodzi o te elfy...



5. Magic Triumphs - Ilona Andrews


Na Lubimy Czytać nie ma jeszcze opisu w języku polskim, ale opiszę to w skrócie szybciutko. 
Ojciec Kate, Roland, znów testuje jej obronę granic, więc dziewczyna spodziewa się konfrontacji. Wyrocznia Czarownic ma wizje, w której występują ogień, krew i ludzkie kości (milusio). Kate wie, że może zginąć, ale postara się przeżyć. Dla jej dziecka. Dla Atlanty. Dla świata. 

Oczywiście to są moje własne słowa i jest to raczej streszczenie niż tłumaczenie opisu. Ostatni tom  (dziesiąty) serii "Kate Daniels", w którą jestem wciągnięta na maksa i planuję recenzję zbiorczą na blogu. Już możecie się spodziewać pochwał, i pochwał, i zachwytów pod niebiosa.




Jestem ciekawa jakie jest wasze TOP 5 książek. Dajcie znać w komentarzach, czy czytaliście którąś z moich propozycji.








Kto nie zna Gry o Tron? Większość ludzi została złapana w pułapkę, jaką zarzuca na nas ten serial. Kiedy zaczynasz go oglądać, musisz skończyć. Tak było i ze mną. Z niecierpliwością czekałam dwa lata na moment, w którym w końcu poznam zakończenie tej wspaniałej historii. I co? I...


____________________________________________________________________________

CZĘŚĆ RECENZJI BEZ SPOILERÓW

____________________________________________________________________________




Sezon 8 Gry o Tron to miało być TO. Zapowiadana była najdłuższa bitwa w historii kinematografii. Rozwiązanie wszystkich wątków, wyjaśnienie przepowiedni. A co widzowie otrzymali?
Zacznijmy od minusów, żebyśmy potem mogli przejść do tej przyjemniejszej części recenzji.

1. WPADKI

Wpadki na planie zdarzają się często nawet w największych produkcjach filmowych. Jednak to co wydarzyło się w sezonie 8 Gry o Tron, obiegło świat. Kto nie zobaczył słynnego kubka ze Starbucks'a? Ja przyznam, że oglądałam odcinek dwa razy, w języku angielskim i polskim. Kubek dostrzegłam dopiero za drugim razem. Oczywiście podobno usunięto już go i na platformie HBO możecie oglądać odcinek bez tej drobnej (dużej) wpadki.
To nie jedyna wpadka w tym serialu, bo niedługo po tym, w innym odcinku można było dostrzec także butelki z wodą, które aktorzy chowali za swoimi nogami. Godni następcy kubka ze Starbucks'a...?



2. SPOILERY

W zasadzie nie dało się obejrzeć serialu bez spoilerów krążących w internecie. Co tu dużo się rozwodzić... Zobaczyłam, sprawdziło się, byłam rozczarowana i tyle. I to nie tak, że specjalnie szukałam w sieci zakończenia serialu. One same pchały się w mój laptop, telefon, wszędzie. 


3. DZIWNE ZAKOŃCZENIA WĄTKÓW, SKRÓTY

Nie zamierzam teraz podawać dokładnych szczegółów, w końcu to część bez spoilerów, ale... whaaat?! Niektóre wątki zakończyły się tak, że mój mózg zaczynał gotować się w głowie. I serio, muszę to wspomnieć: "You are a good man". Ten tekst rozwalił mózgi nam wszystkim. Wątki głównych bohaterów to porażka. Może jeden się obronił, ale to w innym punkcie...


4. GĄSIENICE

Teraz pewnie większość z was ma w głowie: "Say whaaaat?" Zatem przyjrzyjmy się brwiom Daenerys.

Naprawdę, naprawdę nie mogłam się skupić na dialogach, a całą moją uwagę przykuwały ruchy tych brwi. A wszystko przez te nieszczęsne przybliżenia...



__________________________________________________________________________________

Teraz przyszedł wreszcie moment na plusy i właśnie zachodzę w głowę, jak to opowiedzieć bez spoilerów i nie poplątać tego za bardzo. Zacznijmy!



1. EFEKTY SPECJALNE

Miło się patrzyło na latające smoki, wybuchy, nieumarłych... Aż chciałoby się pogratulować osobom za to odpowiedzialnym. To wszystko PRAWIE wynagradzało absurdy fabularne. 


2. WIELKIE POWROTY

Przez 8 sezonów fani czekali, aż niektóre postaci w końcu się spotkają. I nie wiem jak wam, ale mi się łezka czasem w oku kręciła.







UWAGA UWAGA SPOILER ALERT!



Nareszcie przyszedł czas, gdzie mogę się wyżyć i nie muszę uważać żeby czasem nie rzucić jakimś spoilerem. Czytasz na własną odpowiedzialność! 
Chcę uprzedzić, że nie znajdziecie tu dużo plusów...




1. ARYA I GENDRY



Dajcie mi wybielacz abym mogła przemyć sobie oczy. Serio, serio. Jak to mówią - co się zobaczyło to się nie odzobaczy. Kochałam relacje Aryi i Gendrego od początku. Możliwe, że w głębi serduszka ich ship'owałam potajemnie. Jednak sezon 8 wszystko zepsuł. Sama aktorka grająca Aryę przyznała, że gdy przeczytała scenariusz sceny +18 myślała, że wszyscy robią sobie z niej żarty. To jak drętwe to było... Aż ciężko nawet o tym wspominać. Tu potoczyło się coś ewidentnie nie tak jak trzeba...



2. BYŁ KRÓL I NIE MA KRÓLA...

Motyw Innych był kontynuowany od samego początku sezonu 1. Wszyscy byli przygotowani więc, że musi dojść w tym sezonie do konfrontacji sił dobra i zła. I tak się stało. I wszystko byłoby ok (gdybyśmy oczywiście coś z tego dojrzeli w ciemnościach...), gdyby nie fakt, że walka z tym strasznym wrogiem skończyła się w ciągu jednego odcinka. I nawet można by przymknąć na to oko, aleeee... Co to za ludzie, którzy tego nie przeżywają? Otóż mieliśmy pogrzeb i nawet raz pani królowa Danka wspomniała o zwycięstwie nad Innymi i finito! Koniec. Temat odklepany, można iść do domu.


3. SZALONA DANKA I CERCEI PIJĄCA WINKO

Szalona Danka made my day. Nie w tym sensie, że mi ten wątek wyjątkowo przypadł do gustu. Nie. Chodziło raczej o łzy ze śmiechu i tarzanie się po podłodze. W dodatku Cercei, która piła wino przez cały sezon. I w dodatku w tym samym oknie. 


4. BRAN'S D*CK DOESN'T WORK

Kocham memy z Branem i Sansą. Fajnie, że siostra tak wspiera brata i wypomina mu jego kalectwo przy wszystkich zebranych. Brawo dla tej pani. Przynajmniej to mi poprawiło humor po wieści, że to Bran ma zostać królem...


5. JADĘ ZABIĆ CERCEI *JEST JUŻ W ZAMKU*ŻARTOWAŁAM, IDĘ POBIEGAĆ Z LUDŹMI

Motyw listy Aryi to coś co będę wspominać już zawsze. Było ekstra dopóki nie zostało na niej ostatnie imię Cercei. Królowa była na pierwszym miejscu listy już od pierwszego sezonu, a Arya jakby o tym zapomniała. Ogar powiedział idź sobie stąd, Arya powiedziała okey i poszła. No hellooooł. Patrzyłam na to i miałam takie wtf?!

6. OGAR I GÓRA, CZYLI JEDYNY PLUSIK TEJ TRAGEDII




Cleganebowl? Tak to szło? Co do tego nie było wątpliwości - Ogar i Góra musieli się w końcu spotkać. I nie było to miłe spotkanie. Trochę szkoda Ogara, ale trzeba przyznać, że zginął bohaterską i dość symboliczną śmiercią.





________________________________________________________________________________________________________


To tyle jeśli chodzi o moje typy, dajcie znać czy oglądaliście, a może dopiero planujecie? 



Od razu chcę zaznaczyć, że nie jestem profesjonalną recenzentką. Piszę "po mojemu", używam potocznych wyrażeń i nie raz popełniam błędy. Uczę się i będę wdzięczna, jeśli czasem mi w tym pomożecie.

Pisząc ten wpis jestem jakieś dwie godziny po przeczytaniu książki "Ogień, który ich spala". Jest to pierwszy raz od sześciu miesięcy, kiedy sięgnęłam po książkę, która nie jest lekturą szkolną (dla niewtajemniczonych - powstrzymywała mnie matura). Czytając jednak historię o Loganie i Alyssie muszę przyznać, że trochę się zawiodłam.

Przytoczę najpierw coś, co zazwyczaj zachęca nas do przeczytania książki. Nie, nie mam na myśli okładki, a opis na tylnej okładce:

Był sobie kiedyś chłopiec, którego pokochałam. Logan Francis Silverstone był moim zupełnym przeciwieństwem. Kiedy tańczyłam jak urzeczona, on podpierał ścianę. Przeważnie milczał, podczas gdy mnie trudno było uciszyć. Uśmiech przychodził mu z wysiłkiem, natomiast ja unikałam smutku.Pewnej nocy dostrzegłam ciemność, która czaiła się głęboko w nim. Każdemu z nas czegoś brakowało, jednak razem mieliśmy wszystko. Z obojgiem było coś nie tak, ale obok siebie zawsze czuliśmy, że wszystko jest jak należy. Byliśmy jak spadające gwiazdy przecinające nocne niebo w poszukiwaniu życzenia, modlące się o lepsze jutro.Aż do dnia, w którym go straciłam. Jedną pochopną decyzją zaprzepaścił nasz związek.Był sobie chłopiec, którego pokochałam. I przez kilka krótkich chwil - trwających tyle co oddech, co szept - pomyślałam, że może i on mnie kocha.

Zaczynając opowieść dowiadujemy się trochę o głównych bohaterach. Zaczyna się inaczej niż inne książki i to tchnęło we mnie nadzieję, że może będzie to jedna z "perełek". No cóż... 
Kreacja świata, jak dla mnie, była zupełnie pojechana. Na miejscu głównej bohaterki już dawno ogarnęłabym mieszkanie i wyprowadziła się od szalonej matki, a Lo, no spójrzmy prawdzie w oczy... Czy w stanach nie mają czegoś na wzór opieki społecznej?  
Może się czepiam, może nie wiem nic o życiu i nie powinnam się na te tematy wypowiadać, ale no haaaalooo. Rozumiem jednak, że autorka próbowała zrobić z bohaterów ofiary. Więcej emocji, więcej współczucia, więcej wszystkiego.

Nie rozumiem kilku (wielu) działań bohaterów (ykhy.. ykhy... Logan). Były dla mnie trochę niezrozumiałe i kiepsko wyjaśnione. Nie będę pisać konkretów, bo nie ja tu od spoilerów, a od ogólnej opinii jestem.

Jednak w ostatecznym rozrachunku książka wypada jednak nieźle. Fabuła nie przynudzała, chociaż wpasuje się we współczesny, typowy schemat książek tego typu. Postacie były tak skonstruowane, że wydawały się realnymi osobami ze swoimi przyzwyczajeniami, nałogami i cechami szczególnymi.

Dobrze się ją czytało, w sam raz na rozgrzewkę przed czymś dłuższym i cięższym. To jedna z tych historii, którą czytamy dla zabicia czasu. Nie wymaga ona od nas zbyt intensywnego myślenia, bo wszystko jest w niej jasne i klarowne. 
Jest to lektura, do której na pewno nie wrócę, jednak nie żałuję jej przeczytania. 



Po długiej nieobecności w końcu do was wracam z nowymi pomysłami i zapałem! Już nie mogę się doczekać i lecę pisać recenzje...
Następny wpis
Poprzedni wpis

Hello, there!

Hello, There!

Obserwuj mnie

Obserwatorzy

Ostatnie wpisy

Archiwum

  • ►  2022 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (5)
    • ►  października (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2020 (35)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (3)
    • ►  września (6)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2019 (14)
    • ▼  grudnia (1)
      • Setna Królowa || Czyli jak nie tworzyć wątków roma...
    • ►  listopada (1)
      • Real || Niby taka sama, a jednak inna niż wszystkie
    • ►  września (1)
      • Miasto dziewcząt || Podróż w czasie || Recenzja pr...
    • ►  sierpnia (2)
      • Okrutny książę || Dostałam pomieszania zmysłów?
      • Papierowa księżniczka || Erin Watt
    • ►  lipca (3)
      • Księżniczka Popiołów || Bomba - niespodzianka!
      • Bez winy || Powrót po latach...
      • Król bez skrupułów || Czyli jak mój mózg wyparował...
    • ►  czerwca (2)
      • Wattpad || spróbuj swoich sił!
      • Opowieść Podręcznej || Sezon 1 i 2
    • ►  maja (1)
      • Moje MUST HAVE || Czyli książki, które muszę przec...
    • ►  kwietnia (1)
      • Gra o Tron || Sezon 8
    • ►  marca (1)
      • Ogień, który ich spala || Pierwsza recenzja na blogu
    • ►  lutego (1)
      • I'm coming
  • ►  2018 (8)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2017 (31)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (4)

Wydawnictwa

  • burda Książki
  • dom wydawniczy rebis
  • wydawnictwo albatros
  • wydawnictwo dwie siostry
  • wydawnictwo editio
  • wydawnictwo editiored
  • wydawnictwo filia
  • wydawnictwo iuvi
  • wydawnictwo jaguar
  • wydawnictwo kobiece
  • wydawnictwo muza
  • wydawnictwo otwarte
  • wydawnictwo papierowy księżyc
  • wydawnictwo sqn
  • wydawnictwo uroboros
  • wydawnictwo wab
  • wydawnictwo wielka litera
  • wydawnictwo zysk i s-ka
Obserwuj @BOOKJEDENWIE

Created with by BeautyTemplates