facebook twitter instagram goodreads
  • Strona Główna
  • Kategorie
    • Literatura kobieca
    • Literatura piękna
    • Literatura młodzieżowa
    • Fantastyka
    • Thriller
    • Inne
  • Kontakt
  • Instagram
  • ByćBeauty

Book Jeden Wie || Blog poświęcony recenzjom literackim



Do przeczytania książki "Czarny mag. Pierwszy rok" zostałam zmuszona. Tak, dobrze przeczytaliście. Zmusił mnie Instagram i każde zdjęcie wstawione przez recenzentów, którzy zachwycali się tą serią... Oczywiście przesadzam. Zaintrygował mnie opis i stwierdziłam, że to coś dla mnie, bo moją specjalnością jest fantastyka, ta kierowana do młodzieży również. 

Rudowłosa piętnastolatka Ryiah (zwana Ry) i jej brat bliźniak Alexander mają jedno marzenie: zostać magami. Realizacja tego celu się przybliża, gdy zostają przyjęci do Akademii Magii. Okazuje się jednak, że kandydatów na adeptów jest wielu, zaś rodzeństwo wyróżnia się na tle rówieśników niskim pochodzeniem, brakami w wiedzy i niedostatkiem siły fizycznej. Wywodzący się z arystokratycznego rodu książę Darren i jego przyjaciółka Priscilla szczególnie dają odczuć rodzeństwu, gdzie jest ich miejsce.

Ry odstaje od grupy tak wyraźnie, że padają nawet sugestie, iż powinna zrezygnować. Dziewczyna jednak się nie poddaje, potajemnie przesiaduje w bibliotece, ćwiczy walkę wręcz z córką rycerza Ellą.
Nieoczekiwanie z pomocą Ry przychodzi jej dotychczasowy wróg, Darren. Chłopak zaczyna okazywać jej swoją sympatię. Czy to podstęp? Czy Ry uda się zdać egzaminy i kontynuować naukę w wymarzonej szkole?

Muszę przyznać, że na początku zaczęłam dostrzegać podobieństwa do książki, którą czytałam już dawno, dawno temu. Jej tytuł to chyba "Urodzona o północy" (mogę się mylić, bo jak już wspominałam, czytałam ją już jakiś czas temu). Jednak to, jak Rachel E. Carter poprowadziła fabułę, jest dalekie od tej drugiej książki. I szczerze? Dużo bardziej podoba mi się ta wersja. Oczywiście to co łączy te dwie pozycji to tylko motyw głównej bohaterki niemającej świadomości o swojej mocy. To nie żaden plagiat, ani nic z tych rzeczy. 
Zakochałam się w historii Ryiah i jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się jej losy w kolejnych częściach. Zdecydowanie jestem #TeamDarren. Mimo, że to ponury buc, muszę przyznać. Kreacja bohaterów jest w punkt. Ry nie jest tak "wymuskana" jak większość bohaterek, które można spotkać w tego typu książkach. Ma swoje wady, nie wszyscy ją lubią, a to dodaje tej postaci realizmu. Nie zbiera się wokół niej też stadko adoratorów gotowych paść jej do stóp. To coś co rzeczywiście pomaga czytelnikowi utożsamić się z naszą protagonistką. 
Książka nie jest napisana jakimś wybitnym językiem, co jest typowe w młodzieżówkach. Sprawia to, że pozycję czyta się bardzo szybko. Pomaga w tym duża liczba dialogów. Wydaje się, że świat mógłby być opisany trochę bardziej, tak abyśmy nie musieli domyślać się wielu aspektów sami. Wiem jednak, że w książkach skierowanych do młodzieży takie praktyki są dość rzadkie. 
Pierwsza część jest na tyle ciekawa i kończy się w takim momencie, że zdecydowanie zachęca, wręcz zmusza nas, do sięgnięcia po kolejne. I jestem przekonana, że już niedługo tak zrobię.

Książka dostaje ode mnie mocne 8/10 gwiazdek! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uroboros.



"Las na granicy światów" to książka jednej z moich ukochanych autorek. Jej poprzednie książki z serii "Okrutny książe" pobiły nie tylko moje serce, ale też wielu osób z bookstagrama. Zabierając się z tę lekturę czułam naprawdę duże podekscytowanie, ale też duże oczekiwania...
"Las na granicy światów" opowiada historię Hazel i Bena, rodzeństwa, które mieszka w niezwykłym miejscu. Otóż miasteczko Fairfold jest niezwykłe. To tam światy ludzi i elfów splatają się ze sobą. To tam magia przenika do rzeczywistości. To tam w głębi lasu w szklanej trumnie śpi rogaty chłopiec... Do czasu.
Trumna zostaje roztrzaskana, chłopiec znika, a coś zaczyna atakować mieszkańców. Hazel wraz z bratem muszą szybko znaleźć rozwiązanie inaczej Król Olszyn zgotuje miasteczku los smutniejszy niż śmierć...

Czy historia mi się podobała?
Zdecydowanie tak.
Czy sięgnęłabym po nią kolejny raz?
Zdecydowanie tak.
Czy spełniła moje oczekiwania?
Jeszcze raz, zdecydowanie tak.

Zawsze po skończeniu książki zadaję sobie te trzy pytania. Jeśli na wszystkie pytania mogę odpowiedzieć "tak" to znaczy, że znalazłam kolejną perełkę.
Na początku martwiłam się, że przez sentyment do "Okrutnego księcia" ta książka wyda mi się nudna lub nijaka. Starałam się jednak oddzielić te dwie historie i nie zwracać uwagi, że są obsadzone w tym samym świecie.

Postać Hazel bardzo mi się spodobała. Dziewczyna, która od najmłodszych lat chciała zostać rycerzem, która polowała na potwory i była gotowa poświęcić się dla brata. Miała swoją historię i cechy, które mogłam dopasować konkretnie do tej postaci co nadało jej głębi i realizmu.
Na początku jak zawsze autorka starała się wprowadzić nas w świat i życie bohaterów. Jest kilka retrospekcji, które jednak nie przynudzają. Sama akcja rozkręca się już około 54 strony. Holly Black sprytnie daje nam wskazówki co do rozwiązania, wystarczająco żeby nas zaciekawić, jednak nie na tyle, żebyśmy z łatwością znaleźli odpowiedź.
Poprowadzenie fabuły w zupełności mnie usatysfakcjonowało, zakończenie na medal, ale... Czy ja dostrzegłam niedokończony wątek, który możnaby było poprowadzić w następujących częściach...?
Mocne 4,5/5 gwiazdek!





"Dwór cierni i róż" to pozycja, która często wypływa nie tylko na Instagramie, ale także na YouTube'ie. W księgarniach internetowych często można zobaczyć którąś z książek Sarah J. Maas w Top najlepiej sprzedawanych książek z kategorii fantasy. Cóż poradzić na to, że i ja skusiłam się by przeczytać "Dwory..."?


Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

Byłam oczarowana tą historią! Pomyślałam, że to wreszcie coś nowego. Zaczęłam uświadamiać sobie, dlaczego inni autorzy zaraz po Maas zaczęli wprowadzać do swoich opowieści motyw elfów. Świat wykreowany w "Dworach..." jest nieziemski. Prythian jest opisany tak, że potrafiłabym go sobie wyobrazić. Feyre może i jest czasami irytująca, ale umówmy się - Rhysand to wszystko rekompensuje. Nie wiem dlaczego, ale Tamlin był dla mnie postacią taką sobie. Dużo bardziej podobała mi się kreacja Luciena. Ale oczywiście jest to tylko moja subiektywna opinia. 
W "Dworze cierni i róż" satysfakcjonujące było dla mnie nawet zakończenie, a to nie zdarza się często. Pani Maas, robisz to dobrze!





Język jakim została napisana książka nie jest jakiś wybitny. Dość prosty, a przede wszystkim sprawia, że bardzo szybko się czyta. W dwa dni przeczytałam całą książkę, co ma miejsce jedynie wtedy, gdy jakaś pozycja naprawdę przypadnie mi do gustu. 
Mocne 9/10 gwiazdek! Lecę czytać kolejne części.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uroboros.






"Tippi i ja" zobaczyłam na stronie wydawnictwa Dwie Siostry i od razu mnie zaintrygowała, a konkretnie jej opis: 


Tippi to ta z lewej. Siostra, bliźniaczka. Po prawej jest Grace. Mają szesnaście lat. To cud. Cud, że wciąż żyją.Gdziekolwiek się pojawią, ludzie gapią się na nie z rozdziawionymi ustami. „Czułabym się jak w pułapce” – mówią. „Jak robicie siku?” – pytają. „Strasznie im współczuję. Bycie bliźniakiem syjamskim to musi być najgorsza rzecz na świecie” – szepczą za ich plecami. Choć Grace potrafiłaby sobie wyobrazić milion gorszych rzeczy.
A potem jedna z tych gorszych rzeczy się zdarza.

Książka opowiada o dwóch siostrach. Tippi i Grace są bliźniaczkami syjamskimi. Dowiadujemy się, że muszą one pójść do szkoły. Można domyślić się co będzie dalej. Jak to typowe liceum, można spotkać tam różne typy ludzi. Niektórzy są fajni, niektórzy dziwni, a od innych lepiej trzymać się na dystans. Dziewczyny muszą radzić sobie z nową codziennością, ale na szczęście mają oparcie w rodzicach i siostrze. Razem z dziewczynami przeżywamy nowe doświadczenia, emocje. Wzloty i upadki. 
To prawdziwa emocjonalna burza. Czytając to nie mogłam oderwać się od lektury. Po części żałuję, że tak szybko ją skończyłam (dwa dni), bo chciałabym dłużej zaczytywać się w tej cudownej książce. Kilka razy miałam łzy w oczach, tak emocjonalnie podeszłam do tej historii. Cóż się jednak dziwić, skoro poznajemy świat oczami jednej z sióstr (Grace). Dowiadujemy się co czuje, myśli, jak udaje jej się funkcjonować. 
"Tippi i ja" to książka wyjątkowa także pod innym względem. Historia opowiedziana jest w formie wiersza. Na początku nie byłam do tego przekonana, jednak po kilku stronach zorientowałam się, że to naprawdę mi się podoba. Czyta się ją szybko, chociaż ja polecam dawkować ją sobie po kilka rozdziałów. 
"Tippi i ja" opowiada o miłości nie tylko siostrzanej, ale też i rodzicielskiej. O trudach dorastania i życiu, które nie zawsze jest dla nas proste. Książka skierowana jest do młodzieży, ale moim zdaniem jest to MUST READ każdego, niezależnie od wieku. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dwie Siostry.




Cześć i czołem. Dawno nie było tutaj takiego luźnego wpisu. Nadal w tematyce książkowej, ale jednak nie recenzja. Już wcześniej na blogu polecałam wam portal, gdzie możecie czytać książki amatorów, a także sami tworzyć swoje własne dzieła. Dzisiaj chcę wam polecić inny portal, ale tym razem będzie to coś innego...



Już od jakiegoś czasu na prawym pasku zadań mojego bloga znajduje się banner ze strony CzytamPierwszy.pl 
Portal ten posiada program partnerski, w którym z każdego zarejestrowanego aktywnego użytkownika, który zrobi to poprzez kliknięcie w banner, otrzymacie dodatkowe punkty. Jakie punkty? Zaraz do tego przejdziemy. 

Recenzje w serwisie CzytamPierwszy.pl mogą pochodzić z Waszych blogów, konta na Facebooku, Instagramie i wszystkich innych miejsc wymienionych poniżej w punktacji. Ale to nie wszystko! Nagrodzimy ISBN-ami każdą Waszą ciekawą propozycję. Recenzje nie muszą znaleźć się w grupach czy na stronach wyłącznie książkowych. Może należycie wraz z przyjaciółmi do społeczności czy grup, gdzie rozmawiacie nie tylko o książkach, ale chcielibyście podzielić się swoją opinią o książce? A może na jednym z forów o gotowaniu napiszecie kilka słów o tytułach, które warto przeczytać? Recenzujcie i proponujcie nowe miejsca! Jeśli tylko będą wartościowe i ciekawe, na pewno je nagrodzimy! ~ źródło CzytamPierwszy.pl

Punkty, czyli ISBN na portalu Czytam Pierwszy możemy wymieniać na... książki! Zbieracie za recenzje odpowiednią ilość punktów, kupujecie za nie książkę i czekacie na wysyłkę. Nic nie musicie dopłacać. Można także zdobyć na start dodatkowe punkty, jak np. poprzez polubienie ich fanpage'u na IG czy FB.

Pozbierałam punkty, zamówiłam książkę, wszystko przyszło mi w mniej niż tydzień. Oczywiście ja, jak to ja... nie mogło obyć się bez żadnej pomyłki i okazało się, że wysłano mi złą książkę. Jednak ludzie od kontaktu są super uprzejmi i kompromisowi. Jeszcze tego samego dnia została mi wysłana prawidłowa pozycja, a poprzednia została uznana za rekompensatę błędu.

Czy opłaca się korzystać z tego serwisu? Według mnie, tak! Ile razy pisaliście recenzje na lubimyczytać lub goodreads? Na Czytam Pierwszy wystarczy skopiować do niej link i *Pufff* punkty masz w portfelu. To samo tyczy się recenzji na blogu, instagramie, facebooku, a nawet księgarni internetowych.

Jak dla mnie to super sprawa, nawet jeśli nie masz rzeszy fanów na FB czy milionów obserwatorów na Instagramie.

Dajcie znać co o tym sądzicie!

A jeśli macie jeszcze jakieś pytania to może pomoże wam w tym TA STRONA.



Kiedy otrzymałam możliwość przeczytania "Jego babeczki" nie spodziewałam się cudów. Oczekiwałam lekkiej i zabawnej historii, trochę romantycznej i dość krótkiej. To miała być po prostu przerwa między czytaniem "cięższych" tytułów. Nie myliłam się.



Posiadanie seksownego szefa wcale nie jest szczególnie kłopotliwe. Łatwo powiedzieć!

Muszę tylko opierać się jego urokowi przez parę najbliższych miesięcy, bo przecież z nadejściem stycznia lecę do Paryża, realizować marzenie o zostaniu artystką. Wielka szkoda, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.
Zapomniałam wspomnieć... mój seksowny szef był też moją szkolną miłością.
Tak jakby. Na początku chciałam go zagłaskać swoją ckliwą czułością. A pod koniec już tylko okrutnie zmiażdżyć. Teraz wrócił, choć równie dobrze mógłby mieć napisane „Nie dotykać!” na koszulce.
Mam takie pytanko: czy dotykanie bez użycia rąk się liczy?
Pozwólcie, że sama sobie odpowiem: Tak, Emily, napalona suczko, liczy się! Poza tym moje marzenie czeka na mnie niczym świąteczny upominek owinięty w błyszczący papier i przewiązany wstążką. Jest w moim zasięgu, jeśli tylko należycie się zachowam. Byłabym ostatnią idiotką, gdybym postawiła to na szali. Poza tym mam jednak za sobą długą i chlubną tradycję nie bycia idiotką, którą chciałabym podtrzymać.

Chyba, że podejdę do tego inaczej. Trzymając się szkolnej analogii – ostatecznie, skoro przez cały semestr naprawdę bardzo się starałam, to chyba mogę sobie w końcu pozwolić na oblanie jednego testu. Trzy miesiące to szmat czasu, więc gdyby miał mi postawić wielką, tłustą, brudną „pałę” to tylko dodało by odrobinę pikanterii temu nudnemu matematycznemu równaniu.Przede mną proste zadanie. Muszę przygotować kilka plakatów i rekwizytów na imprezę Halloween, którą urządza.
Potem odejdę, zostawię jego cudowne oczy i doskonałe ciało, złapię samolot i zapomnę o naszych pięknych dzieciach w domku na przedmieściach...

Książka jest (jak już wspominałam) dość krótka, bo liczy sobie 256 stron. W dodatku jest mniejsza od standardowego formatu.
Przejdźmy jednak do sedna recenzji.

Fabuła była dość zaskakująca. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem na romans. Wiecie... Zazwyczaj to jest sobie "bed boj" no i nasza ukochana szara myszka, jako główni bohaterzy. Ryan nie jest raczej ucieleśnieniem kobiecych marzeń, a mimo to podobała mi się jego postać w tym wszystkim. Emily już prawie startowała w zawodach o miano szarej myszki, ale na szczęście w porę się ogarnęła i pokazała pazur. Humor mnie rozbawił, niektóre sytuacje były przekomiczne, aż jestem zachęcona do sięgnięcia po inne części z tej serii.

"Jego babeczka" nie była jakaś wybitna, ale nawet nie miała aspirować do tego miana. To po prostu krótka, zabawna historia, idealna na jeden (może dwa) wieczór. 

Dajcie znać czy czujecie się zachęceni do lektury w komentarzach!
Następny wpis
Poprzedni wpis

Hello, there!

Hello, There!

Obserwuj mnie

Obserwatorzy

Ostatnie wpisy

Archiwum

  • ►  2022 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (5)
    • ►  października (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2020 (35)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (3)
    • ►  września (6)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (3)
    • ▼  kwietnia (6)
      • Czarny Mag. Pierwszy Rok || Coś świetnego dla fanó...
      • Las na granicy światów || Czy dorówna Okrutnemu Ks...
      • Dwór cierni i róż || Zanurzmy się w świecie Piękne...
      • Tippi i ja || Lektura obowiązkowa
      • CzytamPierwszy.pl
      • Jego babeczka || Na jedno posiedzenie
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2019 (14)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
  • ►  2018 (8)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2017 (31)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (4)

Wydawnictwa

  • burda Książki
  • dom wydawniczy rebis
  • wydawnictwo albatros
  • wydawnictwo dwie siostry
  • wydawnictwo editio
  • wydawnictwo editiored
  • wydawnictwo filia
  • wydawnictwo iuvi
  • wydawnictwo jaguar
  • wydawnictwo kobiece
  • wydawnictwo muza
  • wydawnictwo otwarte
  • wydawnictwo papierowy księżyc
  • wydawnictwo sqn
  • wydawnictwo uroboros
  • wydawnictwo wab
  • wydawnictwo wielka litera
  • wydawnictwo zysk i s-ka
Obserwuj @BOOKJEDENWIE

Created with by BeautyTemplates