Mine || Wielkie nadzieje i rozczarowania

by - 1/25/2020




"Brooke nigdy nie wyobrażała sobie, że skończy u boku mężczyzny, który jest marzeniem wszystkich kobiet. Nie wszystkie marzenia maja jednak szczęśliwe zakończenie. Kiedy Remington potrzebuje jej najbardziej, Brooke dokonuje odkrycia, które zmusza ją do zniknięcia z otoczenia ringu. Teraz, gdy dzieli ich odległość i mrok , jedyną rzeczą ,która jej pozostaje , jest walczyć o miłość mężczyzny , o którym mówi "Mój "."


Po przeczytaniu pierwszej części "Real" byłam mocno podekscytowana i od razu zabrałam się za czytanie drugiego tomu serii. Po przeczytaniu "Mine" miałam taką chwilę zawieszenia i nie do końca rozumiałam, co w tej książce jest nie tak.
Zacznijmy od początku. Będziemy rozkładać książkę na czynniki pierwsze.

Tytuł jest adekwatny do fabuły. Jak najbardziej tym razem nie mogę się do niego przyczepić, ale... No właśnie. To słowo stało się moją zmorą. Mine, mine, mine, mine... Przez całą książkę Remington powtarza to sto tysięcy i więcej razy i choć z początku mi to nie przeszkadzało, to po dziesiątym "moja", które przeczytałam w jednym rozdziale, zastanawiałam się czy naszego Ripitide'a nie podmienili na jakiegoś neandertalczyka.

Historia była okej. Do czasu... Oczywiście nie mogę jednoznacznie określić wam o co mi chodzi, bo to byłby spoiler, a ja tu takich niespodzianek bez uprzedzenia nie praktykuję. Powiem wam tylko tyle, że po opisie książki nie tego się spodziewałam, ale po dwóch pierwszych rozdziałach książka stała się tak przewidywalna, że łapałam się tylko za głowę.

Kolejna rzecz to rozstanie. I to nie jest spoiler moje dobre duszyczki, bo w opisie jest taka informacja. Oczywiście nie mówię tu o zerwaniu, a o wyjeździe. I tu kolejna część, która nie przypadła mi do gustu. Bo skoro opis jest praktycznie tylko o rozstaniu, to czemu w całej książce to rozstanie trwa jakieś dwa rozdziały...? Nastawiałam się na coś w rodzaju drugiej części "Zmierzchu", gdzie główni bohaterowie nie mają ze sobą kontaktu przez prawie cały utwór, a tu proszę, jaką mamy niespodziankę...

I teraz mam poważną zagwozdkę, czy zabierać się za czytanie kolejnej części serii "Real". A to czy ją przeczytam dowiecie się z recenzji na blogu lub na insta story na moim Instagramie.


Jak zawsze dajcie znać co sądzicie o książce. Czytaliście, a może dopiero macie zamiar przeczytać? Chętnie poczytam wasze opinie w komentarzu.

0 Comments