Setna Królowa || Czyli jak nie tworzyć wątków romantycznych...
O "Setnej Królowej" Emily R. King usłyszałam gdzieś w internecie. Wygooglowałam temat i postanowiłam przeczytać. A oto opis, który mnie zachęcił:
"Osiemnastoletnia Kalinda jest sierotą wychowaną w zakonie, której przeznaczono życie w samotności i modlitwie. Dziewczyna cierpi na częste gorączki, przez co nie nadaje się nawet na służącą, nie mówiąc o kurtyzanie czy żonie..Los Kalindy odmienia wizyta potężnego tyrana Radży Tarka. Nagle dziewczyna musi opuścić zakon i wyruszyć na pustynną wyprawę, która zaprowadzi ją prosto do haremu. Jako setna żona będzie walczyć o pozycję królowej z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma żonami i licznym kurtyzanami. Jedyną pociechę odnajdzie w osobie strażnika Devena.W obliczu niebezpiecznego turnieju na śmierć i życie oraz uczucia, które żywi do młodego kapitana, Kalinda ma tylko jedną nadzieję na ucieczkę. Musi obudzić w sobie tajemną i zakazaną moc."
~ Źródło LubimyCzytać
Zobaczyłam "radża", "walka" i wiedziałam, że muszę to przeczytać. A jakie są moje wrażenia...?
Książka jest napisana tak, że można ją czytać, i czytać, i czytać... Dzień przemija, a my nie widzimy upływającego czasu.
Wyraźnie jest przedstawiony w książce motyw feministyczny. "Nareszcie!", można by rzec. To nie jest książka pokroju "Rywalek", gdzie walka między kobietami jest przedstawiona wręcz jako coś dobrego. W "Setnej Królowej" kobiety łączą siły. Robią wszystko aby przeciwstawić się tyranii. Bardzo spodobał mi się sposób przedstawienia świata, wykreowanie religii, postaci, historii... Można by powiedzieć książka 10/10, prawda? Otóż nie...
"Chciał wojowniczej królowej. Dostał rewolucjonistkę."
Wszystko byłoby pięknie, gdyby autorka nie postanowiła wtrącić wątku romantycznego w fabułę książki. Nasza piękna główna bohaterka "skrycie" żywi uczucia do młodego kapitana, jak już wiemy z opisu. I okej to mogłoby jeszcze przebrnąć, że zakochuje się wręcz od pierwszego wejrzenia, bo przecież nigdy w życiu nie widziała faceta na oczy. Okej. Ale dlaczego, pytam DLACZEGO facet, który przeżył trochę w swoim życiu nagle też się w niej zakochuje, chociaż wie, że to wybranka jego pana? I spoko by było, jakby uczucie jakoś kiełkowało, rosło itd. na kolejnych kartach powieści, ale nie. Facet zobaczył i pokochał od razu. To nic, że się nie znają. Ważna jest MIŁOŚĆ.
Nawet myślałam, że przesadzam. Po przeczytaniu książki oglądnęłam jednak recenzję Bestselerek na YT. I wiecie co? Zgadzam się z nimi w 100% - wątek romantyczny jest w tej książce zbędny.
Czy przeczytam kolejny tom serii? Nie wiem. Na razie jestem nieźle zniechęcona tym wątkiem romantycznym. Może jak już to przetrawię, zmielę i wydalę (taki sucharek na koniec)?
Jak zawsze dajcie znać czy czytaliście i co myślicie.

0 Comments