Miasto dziewcząt || Podróż w czasie || Recenzja przepremierowa

by - 9/01/2019



"Wcale nie trzeba być grzeczną dziewczynką, by stać się dobrym człowiekiem czyli opowieść o seksie i urokach życia w Nowym Jorku."


"Miasto dziewcząt" jest kolejną książką autorki 'Jedz, módl się, kochaj". Przyznam, że tej drugiej nie czytałam, ale opis "Miasta..." bardzo mnie zaciekawił. 


"W 1940 roku, 19-letnia Vivian Morris zostaje wyrzucona z prestiżowego Vassar College z powodu miernych osiągnięć na pierwszym roku. Zamożni rodzice wysyłają ją do Nowego Jorku, gdzie ma zamieszkać u ciotki Peg, właścicielki podupadłego teatru rewiowego. Vivian poznaje tylko liczne grono barwnych, charyzmatycznych postaci: frywolne tancerki, seksownych amantów, artystki szekspirowskich scen, autorów tandetnych dramatów kryminalnych, inspicjentów i reżyserów. Gdy jednak popełnia błąd, w wyniku którego wybucha skandal w środowisku, cały jej nowy świat staje na głowie, ale choć nie od razu pojmie w pełni, co się stało, to jednak dzięki temu doświadczeniu zrozumie, czego pragnie i jak to osiągnąć. I przede wszystkim znajdzie miłość swojego życia. Vivian wspomina te wydarzenia, które doprowadziły do wielkiego przełomu w jej życiu z perspektywy przeżytych 89 lat. Miasto dziewcząt to romans niepodobnych do innych, oparty na głębokiej wiedzy o tym, czym są namiętności i na czym polegają więzi między kobietą i mężczyzną."




Na początku otrzymujemy dość tajemniczą informację o liście od Angeli. Dowiadujemy się, że narratorem jest Vivian, która jest... kobietą w podeszłym wieku. Cała książka jest opowieścią Vivian właśnie do Angeli i jest prowadzona w formie listu. A więc cofamy się o kilkadziesiąt lat wstecz...

Muszę przyznać, że z początku nie byłam jakoś pozytywnie nastawiona do tej książki. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału odłożyłam ją i dobre dwa tygodnie leżała ona spokojnie na mojej półce. Nie jestem jednak osobą, która zostawia na długo książki niedokończone i tak oto przychodzę z dzisiejszą recenzją. Czy cieszę się, że ponownie sięgnęłam po "Miasto dziewcząt"? Oczywiście! 

Książka opowiada o przyjaźni, miłości, ale też niezależności. Elizabeth Gilbert serwuje nam świetną podróż do lat czterdziestych. Vivian na początku sprawiająca wiele problemów przyjeżdża do Nowego Jorku. Szybko odnajduje się wśród nowych ludzi. Zaprzyjaźnia się z tancerką i razem podbijają miasto. Autorka świetnie wykreowała postacie, które dzięki temu stały się "prawdziwe". Każdą kolejną stronę czytałam z zapartym tchem. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej przywiązywałam się do Vivian, ale cóż w tym dziwnego, w końcu śledziłam jej życie od lat młodzieńczych. 
Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej historii.




Za egzemplarz dziękuję 



0 Comments