Real || Niby taka sama, a jednak inna niż wszystkie

by - 11/17/2019





Serię "Real" Katy Evans zobaczyłam na Instagramie wydawnictwa Papierowy Księżyc i po przeczytaniu opisu w internecie od razu postanowiłam przeczytać całą. Dziś skupimy się na pierwszej części serii o tym samym tytule.


"Remington Tate na ringu i poza nim posiada reputację awanturnika, twarde jak granit ciało oraz dziki, zwierzęcy magnetyzm, który wprawia jego fanki w szał. Lecz od chwili, kiedy spotykają się ich oczy, jedyną kobietą, której pragnie, jest Brooke Dumas. Jego pożądanie jest czyste, nieposkromione i REALNE.

Zatrudniona, by utrzymywać jego ciało w doskonałej kondycji, Brooke w końcu dostaje dobrze płatną pracę rehabilitantki sportowej, o której zawsze marzyła. Lecz gdy z Remym i jego zespołem objeżdża w trakcie tournée niebezpieczny podziemny bokserski krąg, jej własne ciało ożywa, zbudzone najbardziej pierwotnym z pragnień. To, co zaczyna się między nimi jako zwykły flirt, szybko dla obojga zmienia się w erotyczną obsesję, która obiecuje o wiele więcej.

Jednak ich rozpalona do białości żądza ma również mroczną stronę… Kiedy największy sekret Remy’ego wychodzi na jaw, a rodzinne obowiązki Brooke wymagają działania, czy uda im się przetrwać? Czy może to, co niegdyś wydawało się takie realne, teraz rozpłynie się jak iluzja."

~Źródło https://papierowyksiezyc.pl




Pierwsze o czym pomyślałam po skończeniu tej książki to fakt, że nijak nie mogłam powiązać tytułu z fabułą. Oczywiście, pod koniec nazywała go Prawdziwy(?), cokolwiek miało to znaczyć, ale to tyle. Trochę byłam zawiedziona, ale chociaż nawet naciągane wytłumaczenie jest.

Relacja Remingtona i Brooke od początku wydawała mi się taka... prawdziwa (tutaj miejsce na płaczącą ze śmiechu emotkę)? Można było wręcz przeżywać wszystkie emocje towarzyszące głównym bohaterom. Jestem pod wrażeniem, jak prawdziwie autorka wykreowała postacie, świat w książce, wraz ze wszystkimi emocjami i historiami. Katy skutecznie operowała językiem, w taki sposób, że można było wręcz przenieść się do ich świata, do sytuacji, które przeżywali. 
Byłam wręcz zaskoczona, jak ta książka przypadła mi do gustu. Zazwyczaj jestem dość sceptycznie nastawiona do takiej tematyki, a tu autorka sprawiła, że szczęka opadła mi aż do samej ziemi.

A wszystko przez to, że na instagramie zobaczyłam najnowszą część serii "Legend" i z samej ciekawości sprawdziłam o co tyle szumu. Teraz jestem wdzięczna za moją wrodzoną ciekawość i lecę zabrać się za kolejną część serii - "Mine". Możecie już niedługo spodziewać się recenzji na blogu.



Jak zawsze dajcie znać co myślicie o książce. Czytaliście, a może dopiero zamierzacie przeczytać?








0 Comments