Dziesięć tysięcy drzwi || Czy naprawdę tak dobra, jak mówią?
W książce "Dziesięć tysięcy drzwi" poznajemy historię młodziutkiej January, która pewnego dnia trafia na tajemnicze Drzwi. Po przekroczeniu ich progu, na krótką chwilę ląduje ona w całkiem innym świecie. Mijają lata, a dziewczyna nie zapomina o tym niezwykłym zdarzeniu.
Nadchodzi informacja, która wywraca jej życie do góry nogami. Wkrótce January przekona się, że nie wszystko było takim jakim się zdawało. Czy wyruszy w niebezpieczną podróż by odnaleźć ojca, odkryć nowe portale i pokonać ludzi z Towarzystwa? I co wspólnego z tym ma tajemnicza książka, którą znalazła w starożytnej szkatule?
________________________________________________________
O "Dziesięciu tysiącach drzwi" już od jakiegoś czasu było głośno. Gdy data premiery była już znana, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Otworzyłam ją... i przepadłam.
Autorka stosuje zabieg, z którym miałam do czynienia pierwszy raz. Chodzi oczywiście o zwrot bezpośredni do czytelnika. Gdy to czytałam, miałam wrażenie, jakby narrator siedział obok mnie i po prostu opowiadał mi całą historię.
W "Dziesięciu tysiącach drzwi" mamy tak jakby... książkę w książce. January czyta historię Abe i dzięki temu poznajemy od razu dwie linie czasowe. Muszę szczerze przyznać, że mi osobiście bardziej przypadła do gustu historia głównej bohaterki.
Styl jest bardzo poprawny, tak naprawdę nie mam do czego się doczepić. Język jest świetny, bardzo szybko czyta się dzięki temu opowieść.
January jako bohaterka jest bardzo dobrze ukształtowana. Nie jest tylko płaskim zarysem, a ma swoje wady i zalety, słabości i mocniejsze strony. Na przestrzeni rozdziałów można też zauważyć jej stopniową przemianę z nieroztropnej dziewczynki do samodzielnej, młodej kobiety.
Cała opowieść mnie naprawdę urzekła i choć nie znajdzie się w moich polecajkach (zabrakło mi "tego czegoś"), to jest naprawdę warta przeczytania.
Całej książce daje 4,75/5 gwiazdek i jak na razie jest jedną z najlepszych przeczytanych w tym roku.

0 Comments