Sarah J Maas w nowej odsłonie || Hit czy kit?

by - 6/01/2020




"Księżycowe miasto" opowiada o losach Bryce, która jest w połowie człowiekiem, a w połowie fae. Wiedzie ona życie imprezowiczki, a w międzyczasie pracuje w galerii antyków u potężnej czarodziejki (a w zasadzie wiedźmy, ale to długa historia). Wszystko jednak lega w gruzach, kiedy po jednym ze zwykłych dni traci wszytko...
Ktoś morduje kolejnych mieszkańców Lunathonu, nawet po zamknięciu podejrzanego w więzieniu. Bryce musi znaleźć zabójce oraz jego potężnego demona zanim zginie więcej niewinnych osób. Może ona liczyć na pomoc upadłego anioła oraz swojego przyrodniego brata.


___________________________________________________________________________________
Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty!

Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

___________________________________________________________________________________

Część 1

Pierwsze co zauważyłam po rozpoczęciu książki, to to, że Maas od razu zasypuje nas milionem informacji na temat świata, w którym cała akcja się rozgrywa. Nie mamy tu klasycznego wyjaśnienia, a szybkie wzmianki np.: w dialogach lub opisach otoczenia. Na początku można się pogubić w tym nadmiarze informacji, jednak z czasem jest lepiej.
Początek wbił mnie w ziemię. Taki obrót akcji nie był czymś czego bym się spodziewała, a na pewno nie tak szybko. Zachęciło mnie to do dalszego czytania i dało nadzieję, że Maas da czadu.

Niestety po dobrym początku pojawił się mdły ciąg dalszy.
Kreacja bohaterów (szczególnie męskich) wydała mi się słaba. Nie tego się spodziewałam po autorce jednych z moich ulubionych serii. Hunt i Ruhn wydawali się ciągle na siebie warczeć. Przez jakiś czas miałam wrażenie, że za ich tworzeniem stoi jakaś nastolatka. Wszystkie przekleństwa w dialogach, wydawały się być wplecione na siłę. Po kilku rozdziałach miałam już dość, bo poziom ich wypowiedzi, wyglądał na wyciągnięty z jakiegoś podrzędnego fanfika.
Zachowanie postaci szczególnie tych, które miały po kilkaset lub kilkadziesiąt lat było czasem absurdalne w stosunku do ich wieku.
Bryce jest postacią, która denerwowała mnie ponad miarę. Jeśli sądziliście, że Aelin była wkurzająca, to czerwonowłosa pobija rekordy. Bryce została jedną z tych bohaterek, które mają wydawać się pustymi lalkami, a w rzeczywistości być ukrytymi geniuszami strategii.
Po mdłym środku pojawiła się jednak w miarę dobra końcówka.
Bryce przystopowała, Hunt przestał warczeć, a Ruhn się ogarnął.
Postacie zaczęły nabierać charakteru. Poznaliśmy ich historię, marzenia, obawy. Okazało się, że Bryce też ma wady, Hunt nie jest taki nieustraszony, a Ruhn potrafi więcej, niż tylko wyklinać innych.
Pomysł na fabułę był bardzo dobry. Świat wykreowany w książce wciąga już od pierwszych stron. Widać, że autorka bardzo dobrze opracowała każdy szczegół.
Mimo to zdecydowanie wolę wersję Sarah J Maas dla młodszej części czytelników.

Część 2

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że odetchnęłam z wielką ulgą, kiedy zaczęłam lekturę drugiej części "Księżycowego miasta"
Dialogi się poprawiły, Bryce przestała gwiazdorzyć. 
Na tym etapie historii jesteśmy już dość dobrze zaznajomieni ze światem przedstawionym. Nie gubiłam się tak jak na początku. 
Muszę przyznać, że od około połowy książki nie mogłam się oderwać od czytania. Wtedy to zaczęła się prawdziwa akcja. Straciłam pół nocy na dokończenie "Księżycowego miasta" co skutkowało, że o drugiej w nocy zaczęłam zalewać się łzami nad losem jednej z postaci. Mało która książka potrafi mi to zrobić, a ta zrobiła to jeszcze drugi raz już na epilogu. 
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak przywiązałam się do bohaterów podczas kolejnych etapów czytania i gdyby nie pierwsza część to "Księżycowe Miasto" trafiłoby do moich polecajek.
Nie mogę pojąć jak Sarah J Maas mogła napisać tak średni początek i tak niesamowity koniec w jednej książce. 
Część druga dostaje ode mnie 9/10 gwiazdek, a jako jedna książka (razem z częścią pierwszą) 7,5/10 gwiazdek.

0 Comments