Po prostu o emocjach ||
Po prostu o emocjach przyciągnęło moją uwagę opisem. Na początku, gdy książka do mnie przyszła trochę się przeraziłam bo środek z tabelkami i podpunktami łudząco przypominał mi podręczniki szkolne. Nie było jednak źle.
Opis wydawcy:
"Żyjemy w kulturze, w której ujawnianie własnych odczuć jest z jakiegoś powodu źle widziane. Zaczyna się już w dzieciństwie, kiedy dziewczynkom nie wypada się złościć, a chłopcy nie powinni płakać. Potem idziemy do szkoły, gdzie nagradza się za zdolności umysłowe, za okazywanie emocji zaś wpisuje uwagi do dzienniczka. Potem jest tylko gorzej. Zdenerwowane kobiety określamy mianem histeryczek, spanikowanym mężczyznom radzimy, by "zjedli snickersa". Mamy być profesjonalnie uśmiechnięci i opanowani. Zawsze i w każdej sytuacji.
Tyle że emocje stanowią naturalny element ludzkiego wyposażenia. Każdy z nas - o ile nie jest psychopatą - odczuwa radość, smutek, gniew, strach. I wbrew temu, co wmawia nam świat, tak właśnie powinno być. Blokowanie swoich emocji, w czym trenujemy się od wczesnego dzieciństwa, jest szkodliwe dla psychiki. Jeśli wyłączamy emocje, tracimy dostęp do nas samych i chorujemy. Świat opanowuje epidemia problemów psychicznych - zestresowania, wypalenia, depresji... By im zapobiec, trzeba zrozumieć, co się naprawdę czuje, nazwać własne emocje, pozwolić sobie je odczuwać i nauczyć się na nowo z nimi żyć.
Po prostu!"
Z początku nie wiedziałam nawet co mam napisać o tej książce. Słowo książka jakoś mi tutaj nie pasuje. Jest to bardziej wiedza w pigułce, encyklopedia o emocjach.
"Po prostu o emocjach" jest podzielone na siedem rozdziałów - każdy poświęcony innemu zagadnieniu. Dodatkowo na samym końcu znajdziemy dodatkowe załączniki, które są tak jakby podsumowaniem całej książki.
Najbardziej zaciekawił mnie chyba rozdział o mediach społecznościowych. Wiadomo - towarzyszą nam one każdego dnia i mają na nas wpływ. Nawet jeśli się staramy, to i tak wywołują one w nas jakieś emocje. Jakie? O tym możecie przeczytać w książce!
Sama książka napisana jest prostym językiem. Nie mamy tu wrażenia, ze czytamy książkę naukową, gdzie co drugie słowo jest dla nas jakby napisane po łacinie. Na początku te wszystkie tabelki mnie przerażały, ale to nic złego. Pomogły mi one w zrozumieniu niektórych rzeczy.
Czy polecam? Jeśli tylko lubisz książki psychologiczne to jak najbardziej!

0 Comments