Szklany tron || Przenieśmy się do Adarlanu
"Szklany tron" to już chyba wszystkim znana (chociażby ze słyszenia) seria słynnej Sarah J Maas. Jak moje wrażenia?
Opis wydawcy:
Jak zawsze w ostatnim czasie zaczynam od jednej kwestii - tak, mamy tutaj trójkąt miłosny. Nie ma się czemu dziwić, książka powstała w 2012 roku, a wtedy to było "na czasie".
Przejdźmy jednak do recenzji...
Caelena rozpoczyna walkę na śmierć i życie w celu odzyskania wolności. Oczywiście to byłoby zbyt proste, gdyby do walki nie wtrąciły się mroczne siły...
Po kultowej już serii spodziewałam się dużo. Nie zawiodłam się. Mamy tu walkę, krew, pot i łzy. "Szklany tron" mnie nie zanudził. W zasadzie cały czas coś się działo - jakiś atak, kolejna próba, dworskie intrygi, melancholijne chwile, itd.
Kolej na mój ulubiony temat, czyli wątek miłosny (ekhem... ekhem...). Od razu daję znać, że jestem #TeamDorian, a Chaol to tak irytująca postać, że o jeju. Jestem ogromnie wdzięczna autorce, że nie zrobiła z tego melodramatu i historia miłosna głównej bohaterki jest tylko tłem do prawdziwej fabuły "Szklanego tronu".
Czyta się szybko, chociaż trzeba przyznać, że nie jest to książka gruba. Język jest przyjemny, nie mogę się raczej do niczego przyczepić.
Dopiero po przeczytaniu "Szklanego tronu" zauważyłam, że wcześniej powinnam przeczytać opowiadania. Zasięgnęłam opinii i okazało się, że będą one miały znaczenie w kolejnych częściach serii. Także ja zabieram się za czytanie, chociażby po to, żeby dowiedzieć się co się stało z biednym Samem.
Książka dostaje ode mnie mocne 4/5 gwiazdek!

0 Comments