Jego babeczka || Na jedno posiedzenie
Kiedy otrzymałam możliwość przeczytania "Jego babeczki" nie spodziewałam się cudów. Oczekiwałam lekkiej i zabawnej historii, trochę romantycznej i dość krótkiej. To miała być po prostu przerwa między czytaniem "cięższych" tytułów. Nie myliłam się.
Posiadanie seksownego szefa wcale nie jest szczególnie kłopotliwe. Łatwo powiedzieć!
Muszę tylko opierać się jego urokowi przez parę najbliższych miesięcy, bo przecież z nadejściem stycznia lecę do Paryża, realizować marzenie o zostaniu artystką. Wielka szkoda, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.
Zapomniałam wspomnieć... mój seksowny szef był też moją szkolną miłością.
Tak jakby. Na początku chciałam go zagłaskać swoją ckliwą czułością. A pod koniec już tylko okrutnie zmiażdżyć. Teraz wrócił, choć równie dobrze mógłby mieć napisane „Nie dotykać!” na koszulce.
Mam takie pytanko: czy dotykanie bez użycia rąk się liczy?
Pozwólcie, że sama sobie odpowiem: Tak, Emily, napalona suczko, liczy się! Poza tym moje marzenie czeka na mnie niczym świąteczny upominek owinięty w błyszczący papier i przewiązany wstążką. Jest w moim zasięgu, jeśli tylko należycie się zachowam. Byłabym ostatnią idiotką, gdybym postawiła to na szali. Poza tym mam jednak za sobą długą i chlubną tradycję nie bycia idiotką, którą chciałabym podtrzymać.
Chyba, że podejdę do tego inaczej. Trzymając się szkolnej analogii – ostatecznie, skoro przez cały semestr naprawdę bardzo się starałam, to chyba mogę sobie w końcu pozwolić na oblanie jednego testu. Trzy miesiące to szmat czasu, więc gdyby miał mi postawić wielką, tłustą, brudną „pałę” to tylko dodało by odrobinę pikanterii temu nudnemu matematycznemu równaniu.Przede mną proste zadanie. Muszę przygotować kilka plakatów i rekwizytów na imprezę Halloween, którą urządza.
Potem odejdę, zostawię jego cudowne oczy i doskonałe ciało, złapię samolot i zapomnę o naszych pięknych dzieciach w domku na przedmieściach...
Książka jest (jak już wspominałam) dość krótka, bo liczy sobie 256 stron. W dodatku jest mniejsza od standardowego formatu.
Przejdźmy jednak do sedna recenzji.
Fabuła była dość zaskakująca. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem na romans. Wiecie... Zazwyczaj to jest sobie "bed boj" no i nasza ukochana szara myszka, jako główni bohaterzy. Ryan nie jest raczej ucieleśnieniem kobiecych marzeń, a mimo to podobała mi się jego postać w tym wszystkim. Emily już prawie startowała w zawodach o miano szarej myszki, ale na szczęście w porę się ogarnęła i pokazała pazur. Humor mnie rozbawił, niektóre sytuacje były przekomiczne, aż jestem zachęcona do sięgnięcia po inne części z tej serii.
"Jego babeczka" nie była jakaś wybitna, ale nawet nie miała aspirować do tego miana. To po prostu krótka, zabawna historia, idealna na jeden (może dwa) wieczór.
Dajcie znać czy czujecie się zachęceni do lektury w komentarzach!

0 Comments